Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Dworu Eisenheim'a

<< < (5/6) > >>

Canis:
staliście jak te czopki a szkielety na was napierały. Podeszły do was, i każdy z was dostał dwa razy w pysk z otwartej, kościstej dłoni, poczym szkielety roześmiały si i rozpadły. Spojrzlaiście a siebie i powiedzieliście miezy sobą.
- Nikomu o tym niepowiemy niech to zostanie między nami...

W sali gdzie kryształ mnie teleportował.
- W raziekłopotów skonatktuj się ze swoim ojcem, Astaroth'em albo Salomeą... twoją amtką. teraz żegnaj i niech ci ten kryształ słurzy... - powiedział szkielet unocząc dłoń z kosturem w ktorym rozbłysło świtło i pojawiłem się spowrotem w sali koło towarzyszy.

Wyszliśmy z budynku i powiedziałem.
- więc tak. wracamy tam gdzie jest teleport i lecimy do domu... - powieizał canis idąc.

Doszliśmy do pentagramu na ziemii, w jego centrum stał kamień. canis podszedł do kamienia rozłożył na nim woreczek dotąd przypięty do szaty, w ktorym był piasek z wyspy marant. canis położył na kamnieniu. poczym stanął na jenym z ramion gwiazdy. towarzysze już tam stali. gdy canis chciał wyjąć wiksturę z za szaty usłyszał szczęk kości i odgłosy demona. Canis dobył kostura a pozostali swych broni. przed nami było widać jednego demona i 13 szkieletów.

// mam nadzieje że tym razem obficiej będziecie zabijać, tylko bez przesady... no i cóz robicie  deonem ;] //

Darkon:
- Trzeba zabić demona! Niech ktoś przedrze się przez szkielety i mi z nim pomoże! - krzyknąłem do reszty po czym wyjąłem Gniew Wilka.

Szybko zacząłem biec w stronę demona, schowanego za kilkoma szkieletami. Torowałem sobie drogę długimi cięciami, raniąc po drodze szikelety.

- Niech ktoś inny wezmie je, zanim zaczną za mną lezc! - wrzasnąłem ponownie

Byłem już przy demonie, gdy ten zaatakował mnie pazurzastą (rotfl) ręką. Postarałem się przeturlać, co nie było takie trudne z skórzaną zbroją na plecach. Po uniku wykonałem cięcie w stronę demona, który ogłupiony dalej spoglądał na miejsce, gdzie uprzednio się znajdowałem. Jednakże został on tylko lekko draśnięty i zostałem zmuszony do zdesperowanych odskoków do tyłu, gdyż demon bardzo się rozwścieczył.

- Canis, jak my mamy go zabić?! I niech mi ktoś jeden przyjdzie do pomocy, a reszta niech zajmie się szkieletami! A i przepraszam, że to ja wrzeszczę, ale skoro już się porwałem na demona, to spróbuję z nim wygrać! - wychrypiał Darkon miedzy odskokami.

// Jak on wygląda? Canis, zeedytuj posta twojego i powiedz jak wygląda, bo nie wiem czy mamy do czynienia z jednym z tych latających grubasów jak z gothiców I i II, czy coś w stylu tych czarnuchów z III. //
// Spróbujmy to zrobić wspólnie, to na pewno Canis się ucieszy, że coś próbujemy robić razem xP //

Canis:
// Eh Darkonie brawo, współpraca albo zostawienie mi demona bedzie mni satysfakcjonować, poszedłeś na "rambo" na tego demona, poczuj jego gniew.//

Darkon wyturlał się spod demona. ten rozwścieczony ruszyał za darkonem. Darkon niebył w stanie uciec przed dwu i pół metrowym demonem. demon dopadł go swoją dłonią a ta poczęła sę palić. Demon w swej ognistej dłoni trzymał Darkona puki ten nieutracił przytomności, poczym żucił pod nogi towarzyszy jego ciało. ÂŻywe ciało... Canis położył Ciało pod drzewem. poczym żekł.
- Następnym razem trochę ostrożniej. Wtem canis przygotował się do żucenia zaklęcia na darkona...

//demon jest 2,5 metra wysoki, ma miecz pokryty ogniem. jeg ciało równiez płonie, intensywniej jeżeli on tego chce...

Samug:
ÂŁowca odpierał ataki dwójki szkieletów. Nadal osłaniając się tarczą odskoczył na bok i uderzył jeden ze szkieletów po żebrach. Odbijając atak drugiego przeciwnika ponownie ciął pierwszego tym razem w kręgosłup powalając go na ziemię. Szkielet, który wciąż stał na nogach przystąpił do kolejnego ataku. Samug nadal korzystając z tarczy osłonił się przed uderzeniem i wyprowadził cięcie w czaszkę szkieletu pozbawiając go całej żuchwy oraz większości lewego oczodołu. Kolejne dwa ataki wampira powaliły szkielet. Rozglądając się dookoła Samug zauważył, że Assasyn walczy z czterema szkieletami naraz. Biegiem łowca dotarł do wodza klanu i zaatakował jednego z przeciwników. Jeszcze w biegu, odrzucając tarczę, wampir w wolnej ręce skumulował energię do pocisku nienawiści. Czar ugodził stojący tyłem szkielet prosto w kręgosłup powodując liczne obrażenia. Trzy szybkie cięcia łowcy zniszczyły przeciwnika.

Szkielety: 10
Demon: 1

Canis:
... zaklęcia na Darkona. Tym zaklęciem było Lekkie leczenie, które osłabiło by ból i sączącą się krew z ran ustały... Canis skumulował energę do zaklęcia, poczym wypowiedział formułę zaklęcia "Greship Ipishesh, Gresh Ilxuesh Arishesh!" . po czym z kryształu kostura w stronę darkona powędrował czerwony promień, który owinął ciało darkona lecząc je nieco. Canis pomógł wstań darkonowi, który ruszył do walki... Canis stanął koło drzewa poczym pzygotował się do kolejnego zaklęcia. skumulował kolejną dawkę energii magicznej w kosturze, poczym wypowiedział formułę zaklęcia Obudenia Enta "Osh Upush Ruxuesh Arishesh, Esharqiash!" . z kostura w ziemię powędrowały dwa zielone promienie rozchodzące się. po chwili było widać jak korona drzewa się poruszyła, az ziemii wyrywały się korzenie tworząc nogi. Na korze drzewa pojawiła się twarz...
- Czemu mnie wezwałeś, Panie. - powiedział ent niskim tonem głosu wpatrując się w Canisa który go przyzwał
- Pozbądź się tego co martwe a żyje pomóż w walce tym co chcą żyć i zwyciężyć to co nieżywe. - Powiedział Canis i wskazał na szkielety. - Poczym zajmij się walką z demonem.

Ent ruszył do walki z Szkieletami. ent uderzał korzeniami, gałęziami w szkielety niszcząc je pojedyńczymi i podwujnymi uderzeniami. znisczył tak 5 szkieletów poczym ruszył na demona. demon podbiegł do drzewa i chwycił swymi dłońmi. ogień pokrywał całe ciało demona a drzewo poczęło się palić. Ent umał, lecz swym ostatnim ruchem rozpachy korony uderzył w demona niszcząc mu dłoń w której trzymał miecz.

// małe ułatwienie demon ma tylko lewą dłoń...
Niechciało mi się pisać ze on was podpala bo poprostu was żal.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej