Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wspólne zadanie Canisa, Zhaia, Assasyna, EnzoFerrari, Samuga,
Canis:
Canis teleportował sie na miejsce chwilę przed Samugiem. gdy samug przybył przemówił Canis.
- Tak wiec towarzaysze, zebraliśmy się tutaj by ruszyć w góry do jaskini, gdzie podobno jest pełno bestii otym opowie nam nasz zleceniodawca, ten oto Wędrowiec i Psionik.
Wszyscy z zaciekawieniem usiedli na trawie wysłuczortąc słów psionika, a Canis zaczął koncentrować swe siły magiczne albowiem juz to słyszał.
- Wiecie. Wędrowałem przez góry perales, pięne góry widoki i miły wiatr. Gdy nagle zaatakowała mnie latająca młoda kobieta, właściwie taka wampirzyca, ludzie mówili że mówie o Harpii ale niewiem nieznam stworzenia tego... atakowało mnie a ja uciekałem przed nimi, po czasie goniło mmnie pare ich, gdy schroniłem się w jaskini, mając nadzieję ze harpie mnie niedopdną gdy uderzyłem głową o jakąś pramę, wielkie drzw z których dobiegały okropne wrzaski. - Powiedział wędowiec bardzo przestraszony napływem smutnych przeżyć. - i wtedy uciekłem stamtą i w lesie tułałem się parę dni kiedy znaleźli mnie kupcy i przyprowadzili do miasta, a potem do Canisa. To wszystko co pamiętam z tego zdarzenia. Proszę was zabijcie stwory, są groźne... - powiedział Wędrowiec padając na ziemię i trzęsąc się.
Canis powst6ał dobra. idziemy, jaieś pytania? znam tę historię, prędzej niewpadł w taką histerię ale szczegół, jakies pytania?
Samug:
Kiedy ruszyli łowca przywitał się z Ezno, Zhaiem i Assasynem. W czasie podróży Samug pozostawał w cieniu pobliskich drzew. Jako wampir nie znosił światła słonecznego. Po jakimś czasie odezwał się do mistrza zakonu.
- Canisie, co sądzisz o słowach tego człowieka? Wydaje mi się, że atakowały go najzwyklejsze harpie, jednak trochę niepokoją mnie owe drzwi, zza których dobywały się krzyki i wrzaski.
Canis:
Canis zdiął pelerynkę ze swojej szaty i żucił Samugowi
- masz zakryj se twarz, zaczna sie sciemiać za jakiś czas mi ją oddasz. Z jego opisu wynika ze sa tam drzwi bez niczego bez klamek, nic, same suche drzwi, wiec będziemy albo musieli je rozwalić albo otworzyć za pomocą jakis przycisków czy cos, zadecydujemy na miejscu, ten wędrowiec chyba nierozróżnia bestii, oczywiście zwykłe charpie lecz wygłodniałe zapewne, nikt nieonosił o nich z ostatnich wielu wielu lat wiec niewiem co o tym myslec, choćmy.
Przeszlismy spory kawałek w stronę gór, gdy przechodziliśmy przez lasCanis zatrzymał się a z nim wraz inni. Chwilę później podbiegły do nich trzycieniostwory.
- wiedziałem że nawet miłego spacerku niebędzie - powiedziałem i wyjałem swój kostur, gdy tez inni swe bronie...
Niro:
'Cholera' - pomyślał Assasyn. Bierząca sytuacja nie była mu na rękę, podobnie jak reszcie uczestników. Teraz mógł jedynie próbować unikać ataków harpii, które nadlatywały. Prawą nogą nadepnął na jeden z kawałków skały. Prawa ręka również powędrowała na wystający kamień. Lewa część ciała powędrowała na podesty, na których wcześniej spoczywała prawa część. Jedna z bestii nadleciała do Szefa Klanu. Ohsiańczyk zaklnął w myślach. Potwór podrapał klanowicza w bok. Mogłaby spowodować jego upadek, jednak ten uderzył ją w twarz łokciem (Pomoc ciałem I). Ranna, odleciała parę metrów dalej. Zaraz później z impetem ruszyła ku przestępcy. Nie było na co czekać, klanowicz szybko złapał się kolejnych kawałków góry, unikając przy tym ataku wroga (Uniki III, Akrobatyka). Upiór uderzył o ścianę i był lekko oszołomiony.
- Zrób coś z tym, do cholery! - krzyknął do Canisa
Canis:
Canis zdziwił się nieco takim obrotem akcji.
- No towarzysze, myślałem ze droga niebedzie taka kłopotliwa... Ale cóż, wedrowiec mowił że ciężko było, właśnie jak on przezył...
- Canisie! nie czas na wywody, może użył byś z łaski swojej swych zdolności magicznych wkońcu jesteś Nekromantą! - wykrzyczał jeden z Obecnych.
- spokojnie. - powiedziałem i zamknąłem oczy koncentrujac swą energię magiczną w wolnej dłoni.
Canis wykrzyczał formułę zaklęcia przyzwania Kościanego smoka: Iahuxuysh Xuelash Arishesh, Iposh Izilishash Areshisosh, Izanosh Ipash! nieopodal pojawiła się wielka szarawa kula dymówi, z kórej uformował się kmościany smok.
- Bestio ma słuchaj głosu mego, niech twa siła da owoc teraz, niech przyda sie paszcza twa która dla niektórych okaże sie zbawienna. - Powiedziałem i spojrzałem na rycerzy... - więc smocza bestio. Atak na tamtą harpię atakującą assasyna, potem... ratuj tych którzy w awaryjnej sytuacji są, ty assasynie zejdź trochę niżej na półkę skalną i na odległosć na pomagaj, moze jakis czar albo coś, ściągnij do siebie bestie.
Smok ruszył na harpię atakujacą Assasyna. harpia przestraszona wielkością potwora próbowała uciec jednak bez skutku, smoczysko ugodziło smymi kłami harpie, przyczy niestety uderzając lekko o skałę niewtety wada wielkości...
// Jeżeli potrzebujecie skorzystajcie z pomocy smoka, lecz proszę o użewania swej siły i zdolności jeżeli amcie możliwość. Dzięki assasynowi nikt nieginie.//
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej