Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zemsta Meaneba

<< < (4/4)

Isentor:
Devristus najwyraźniej źle ocenił sytuacje, ponieważ chimera nadal żyła w końcu pozostały jej jeszcze dwie głowy. Magus odwrócony do niej plecami nawet nie spostrzegł kiedy obie z nich zatopiły w jego ciele ostre kły. Zalałeś się krwią wypływającą z głębokich ran w twoich ramionach. Bestie szarpały coraz mocniej chcąc rozerwać twoje ciało.


Szkielety - 17
Lisze - 3
Kościane Chimery- 1
Meaneb - 1

Devristus Morii:
- Co za debil ze mnie - pomyślał Alculus , który zaczął zbierać energię. Nagle Chimera uniosła się do góry i odleciała kawałek. Alculus użył zdolności telekinetycznych.
- Teraz muszę znaleśc bezpieczne miejsce - pomyślał i spojrzał na ÂŚwiatynię. Może uda mi się tam teleportować. Skupił sie i zniknął. Zrobił to w ostatniej chwili , gdyż chimera znowy atakowała Elfa. Po chwili znalazł się w ÂŚwiątyni. Uniósł głowę i skupił dość duża energię magiczną na czarze: Duże LEczenie ( Nowożytnia). w czar z takadużą energią magiczną zatrzymał krotok i stworzył cienkie błony wna skórze.
- IsentoRze masz moze zwoje lecznia z Strożytnej MAgii - wysłał komunikat tlepatycznie do Mistrza.

Szkielety - 17
Lisze - 3
Kościane Chimery- 1
Meaneb - 1

Isentor:
Meaneb wyczuł obecność Devristusa. Cały czas walczył z IsentoRem jednak mimo zamieszania wywołanego ścieraniem się obu strumieni energii lisz nie przejmował się przeciwnikiem. Skupił swoją uwagę na uczniu świątyni beliara. Wtem obie energie wytworzyły reakcję tworząc wybuch. Obaj magowie zostali odrzuceni w odmęty piasków pustyni. Meaneb teleportował się szybko do elfa, chwycił go telekinetycznym uściskiem.
Meaneb: Przyszedłem po waszą śmierć a znalazłem coś co usatysfakcjonuje mnie o wiele bardziej...
Towarzysze wracamy niech szkielety zakończą ich marne żywota...


Szkielety - 17


//Devristus znika z pola bitwy.

Canis:
po teleportacji groźniejszych wrogów, zająłem sie szkieletami, które utworzyły przymnie ciasny krąg. otoczyło mnie 10 szkieletów. myśląc o najskuteczniejszym sposobie na owych wrogów, przypomniałem sobie o obszarowym zaklęciu jakim jest krzyk umarłych. wiedziałem że moc moja jest juz na dość wyczerpanym poziomie... jednak na tyle siły mis tarczy. skumulowałem energię i wypowiedziałem zaklęcie. w krysztale rozbłysło zielone światło, a wokół mnie utworzył się falujący pierścień zielonych oparów. Chwilę później czar zaczął się rozprzestrzeniać i uderzył w szkielety stojące na jego drodze. kosci posypały się na ziemię, a ja schowałem swój kostur, wyjąłem wspaniały miecz i ruszyłem na kolejne oddziały wroga. Ujrzałem samotnego szkieleta, który kierował swe kroki wstronę leżącego Altaira. podbiegłem do niego od tyłu i rozciąłem złączenie krębów szyjnych wraz z czaszką. czaszka opadła na ziemię i potoczyła się z metr w stronę altaira, a ciało padło na kolana, potem resztą ciała, unosząc kurz z ziemii.

Szkielety - 6

Isentor:
Podniosłem się i otrzepałem z piasku. Za mną stała grupka szkieletów. Machnąłem ręką używając na nich zaklęcia pozbawienia życia. Nieumarli rozsypali się w drobne kawałki...
- Niech żyjący zbiorą ciała martwych i zaniosą je do świątyni. Mamy tam pewne sprawy do obgadania...


Reputacja:
Devristus - 2
Przeklęty - 1
Canis - 3
Altair - 1

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej