Wyruszyliście z Miasta Ra'taga, bardzo szybko, gdyż tylko godzinę, trwał przemarsz do kopalni węgla. Salazar dobrze orientował się po mapie i słusznie was prowadził. Zwolennicy teorii spiskowych uważali, ze Salazar zna te ziemie nie tylko z tych pięciu ksiąg które pokazywał i doszukiwali się tu tajemniczej mocy.
- To tu! - Powiedział podchodząc do jednej z gór prowadzonej przez utwardzony szlak. gdy zbliżył się wraz ze swoją kulą światła, które zaklęcie powtórzył analogicznie jak poprzednio, gdy kula słabła.
Gdy zbliżyliście się do góry wraz z kulą światła dojrzeliście ogromną dziurę w skale prowadzącą w głąb, oczywistym było, ze fortyfikacja, niezależnie jaka była zewnątrz, już kompletnie nie istniała, w końcu nie spostrzegliście nic prędzej dochodząc do tej góry.
Ogromna dziura w skale to znaczy otwór wysokości 5 metrów a szerokości 15 metrów, który ciągnął się w głąb, a końca jego widać nie było.
- Proponuję rozbić tu, wewnątrz tej góry obóz, przy wejściu. Rozłożymy się, zjemy i możemy przespać. Proponuję, by część osób poszła ze mną w głąb góry i sprawdziła kopalnie, pozostali niech rozłożą i przygotują możliwość odpoczynku. - Powiedział przekrzywiając swoją paszczę i powolnym krokiem idąc w głąb.
Silvaster słyszał z wnętrza okrutne jęki, pojękiwania i hałasy, jak gdyby tętniło tam życie. Nie były to miłe odgłosy, raczej złowrogie i złowieszcze hałasy.
Salazar widział świat astralny tego miejsca, nigdy nie widział tylu udręczonych dusz w jednym miejscu, a było to tylko wejście do kopalni...