W ciemności najpierw było trudno cokolwiek dostrzec. Ale potem, gdy weszło się głębiej, przeczesało zakamarki pełne pajęczyn, można było ujrzeć kontury leżącego na sianie człowieka. Była to kobieta, trochę przy kości. Odziana w fartuszek gospodyni, trzewiki, a siwe włosy miała związane w kok. Miała poderżnięte gardło a cała krew wsiąkała w słomę wokół.