No jakichś pięciu, reszta poszła za Lucasem. Nie tracąc ani chwili czasu Funeris Venatio rzucił się w wir walki. Pierwszego napotkanego przeciwnika rąbnął tarczą, taranując go i wybijając mu z głowy walkę. Kultysta wywrócił się o krzesło, rąbnął na podłogę i nie wstawał na razie. Nim się jednak Poeta nie przejmował, tylko tym, który już zachodził z lewej. Tnąc z piruetu zakonnik przełamał jego zastawę, wybijając miecz z ręki i pozbawiając wszelkich możliwości obrony. Przed następnym cięciem, od dołu do góry w lewo, sekciarz próbował zasłonić się rękoma, jednak dało to tylko taki efekt, że tamten stracił ręce. Krótki sztych w podbrzusze zakończył tę nierówną walkę. Następny kultysta już przeskakiwał swojego kompana i chciał zaatakować od góry. Poeta przyjął ten cios na tarczę z namalowanym herbem jednoosobowego rodu Venatio i jednocześnie wyprowadził sztych zza zastawy, celując prosto w klatkę piersiową. Niezbyt gruba tkanina stroju człowieka poddała się bez najmniejszego oporu, krew zalała posadzkę, a w powietrzu uniósł się zapach ekskrementów, które wydobyły się z ciała, gdy zwieracze z martwego ciała po prostu puściły. Nie mając czasu na roztrząsanie tego, co się właśnie stało, mściciel musiał uskoczyć do tyłu, gdyż dwa następni zaatakowali mieczami. Natrafili na pustkę, ich ostrza spotkały się na tym samym poziomie, co zakonnik skrzętnie wykorzystał. Od razu uderzył od góry właśnie w skrzyżowane ostrza. Chwyt jednego z nich nie wytrzymał, miecz upadł na drewnianą klepkę, drugi kultysta utrzymał go w dłoni, jednak opadający brzeszczot pociągnął go w dół, wytracając nieco równowagę. Ten bezbronny zginął od razu, kiedy jego czerep został zmiażdżony przez mocny cios miecza. Wykorzystując bezwładność broni Funeris zablokował pchnięcie tego, który już zdążył się podnieść i przyjąć odpowiednią postawę. Atakował, gdy ostatni żywy sekciarz obchodził duży stół w centrum pokoju i chciał zaatakować na stronę z mieczem. Marszałek Bractwa szybko skontrował swojego oponenta, lecz ten wywinął się i ciął na odlew przez udo. Opuszczona nieco tarcza zablokowała to uderzenie, jednak ten z prawej już nadchodził. Funeris pchnął w jego stronę, jednocześnie wystawiając tarczę na cios kultysty z drugiej strony. Zaatakowany przeciwnik cofnął się o krok, więc baron... wypuścił z ręki miecz. Neltharion upadł na posadzkę, jednak w wolnej dłoni Poety już zaczynała się formować pulsująca kula światła zwana pociskiem esencji. Zakonnik zaczerpnął błyskawicznie nieco magicznej energii z głębi swojej duszy, przywołał do swojego umysłu pierwsze radosne wspomnienie jakie się pojawiło i wypowiedział pojedyncze słowo. Izeshar. Mając przed oczami Wieczorka, jej uśmiech, czując jej dotyk i wąchając jej zapach, posłał za pomocą telekinezy armatni pocisk, który spopielił doszczętnie korpus kultysty. Ten padł w konwulsjach na podłogę, ostatkami sił, wrzeszcząc wniebogłosy, próbował jakby zedrzeć z siebie palące się tkanki. Urwany krzyk rozniósł się po domu, gdy przy użyciu tej samej telekinezy Funeris przywołał do ręki swój upuszczony przed momentem miecz. Uskoczył przed wściekłym atakiem ostatniego żywego, potem drugim i trzecim. Wyprowadził fintę, nie trafił jednak. Zbił kontrujące uderzenie z góry i naparł tarczą. Zachwiał równowagą człowieka, który niepewnie postąpił krok do tyłu. Wykorzystując tę słabość ciął zamaszyście od góry, przerąbując prawy obojczyk, zagłębiając się aż do połowy płuca.
Odwrócił się i ujrzał, że Lucas właśnie rozprawił się z ostatnim.
- Zamknięty pokój, idę na górę - rzucił mu tylko lakonicznie, przyczepiając szybko tarczę do odpowiedniego mocowania, żeby spokojnie trzymała się na plecach. Uznał, że nie będzie jej w tej chwili potrzebował. Mieczem wskazał zamknięte drzwi, a sam ruszył schodami na górę, bacząc jednocześnie, czy nic nie czai się za rogiem.
Tymczasem Drago dowiedział się, że tutaj są jeszcze trzy pokoje na piętrze, do tego salon, kuchnia i spory gabinet na dole. Jest jeszcze piwnica, jednak tam nie dane mu było schodzić. A przeciwników po sypialniach powinno być co najmniej tylu samo. No i na parterze kilkunastu...