Funeris szedł w przedniej części pochodu, jako jeden z pierwszych, z tarczą przed sobą i mieczem w gotowości. Neltharion zlewał się z ciemnym otoczeniem, na zmianę niemalże pojawiał się i znikał, czarna ruda lśniła na swój złowieszczy, mroczny sposób. Gdy znajdował się w cieniu, mógł pozostać niezauważony. Miecz zdobyty na czarnym draconie, którego pokonał w minimalistyczny sposób, zadając ledwie trzy, może cztery ciosy, jak na razie wydawał się orężem idealnym. Trenował z nim długo, okładając manekiny i stojaki na placu treningowym Bractwa ÂŚwitu. Ostrość tej broni była zadziwiająca, wiele materiałów nie wytrzymywało naporu tej siły, ulegała w milczeniu, a raczej niemym krzyku rozpaczy. Neltharion, nazwany tak na cześć czarnego smoka, Aspektu, postaci z jakichś dawnych i zapomnianych przez wszystkich legend i bajek. Czytał o nim w jakiejś starej bibliotece gdzieś na końcu cywilizowanego świata, jeszcze przed przekroczeniem portalu, który doprowadził Poetę do królestwa Valfden. Było to kilka lat temu, bodajże też na tę porę roku, nie zdziwiłby się nawet, gdyby dzisiaj przypadała swego rodzaju rocznica tej wizyty. Neltharion, smoczy Aspekt żywiołu ziemi, jej ruchów i gwałtowności, wszystkich dobrodziejstw i przekleństw w jednym. Szlachetny, potężny, dostojny - obrócił się w stronę zła, stając się maszyną śmierci, która zaburzyła porządek rzeczy. Posępna, złowieszcza postać. Smoczysko miało łuski zabarwione czarną rudą, jak głosiła przeczytana legenda, poprzetykane klejnotami - rubinami, szmaragdami, szafirami, czy diamentami. Siła, której nie sposób się przeciwstawić. Siła, która zmiecie swoich wrogów jednym łopotem skrzydeł, bądź jednym wymierzonym cięciem ostrej klingi.
Funeris zamyślił się nad tym chwilę, lecz zaraz znowu kroczył pewnie przed siebie. Rozglądał się, wyczekiwał.
//Jak u nas z widocznością? Jest jasno, czy wręcz przeciwnie?