Nie zwracając uwagi na dziwny taniec Kratosa Wampir w mgnieniu oka podbiegł do drzewa i jednym susem wskoczył na konar, odbił się od niego, następnie uczepił jednej gałęzi wolna ręką i wykorzystując się bezwładności rozkołysał od razu swoje ciało w taki sposób że wystrzelił się do góry. Wylądował miękko na gałęzi. W czasie gdy Ci na dole szykowali się do walki, nieśmiertelny pomógł mężczyźnie z drzewa usiąść bezpiecznie na dużej gałęzi.
- Uszanowanko - przywitał się, odwrócił się, zeskoczył gałąź niżej obierając idealne miejsce do ataku i naciągając strzałę na cięciwę czekał, aż Sambiry znajdą się wystarczająco blisko.
- Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na genialny pomysł, by je doszczętnie spalić...
// jaka odległość?