I tak sobie szli. Droga prowadziła coraz wyżej. Zmieniał się teren, ale także powietrze wydawało się inne. Jakby nieco świeższe. Zeleris, ze swoimi wyczulonymi zmysłami i bliskością z tym akurat żywiołem wyczuwał to szczególnie. Aż chciało się poderwać z ziemi i polatać wokół gór. I wtedy usłyszał jakieś niepokojące odgłosy zza pleców podróżników. Odwrócił się i spostrzegł grupkę ludzi, nie wyglądających na przyjaźnie nastawionych mieszkańców gór, którzy mają zamiar sprzedać im koźli ser i pośpiewać piosenki w tej ich śmiesznej gwarze. Mówiła o tym ich broń i reszta wyposażenia zdumiewająco podobna do tego, co jest używane przez bandyckie grupy na całym niemalże terenie Valfden. Mag klepnął paladyna po ramieniu i kiwnięciem głowy wskazał nadciągającą grupę. Po tym oddalił się nieco, aby nie trzasnąć towarzysza skrzydłem, i potężnym machnięciem ich wzniósł się w powietrze. Był draconem, władającym magią powietrza. Niejako kwintesencją maga powietrza. Dlatego też w powietrzu był najbardziej skuteczny. To, że tam wróg go nie dosięgnie też miał pewne znaczenie. Machnął kilka razy skrzydłami i poszybował w stronę bandytów, aby zawisnąć nad ziemię, kawałek od nich. Bandycie chyba zaczynali podejrzewać co się święci, gdyż rozeszli się, rozluźnili to, co szumnie mogliby nazywać formacją. Miało to zapewne utrudnić ubicie ich jednym zaklęciem. Zlustrował ich wzrokiem, aby upewnić się, że na pewno nie są oni zwykłymi podróżnikami. Coś mu mówiło, że nie. A ufał swoim przeczuciom. Skupił się na swojej wewnętrznej mocy i pobrał jej ilość, która powinna wystarczyć, do rzucenia zaklęcia. Rozpoczął wizualizację i wykrzyczał inkantację, która miała spleść moc i wizualizację w fizycznym efekcie zaklęcia Gromu.
- Izipash ipush huoshan! - Z pochmurnego nieba górskiego uderzył grom. Nagle i bez ostrzeżenia. Potężna błyskawica przecięła niebo i trzasnęła jednego z rzezimieszków w kark. Bandyta padł jak, dosłownie, rażony piorunem. Jego ciało zostało praktycznie spalone, co bardzo utrudniało dalsze życie. No i do tego dochodził szok. Słowem, bandyta zginął. Pozostali bandyci zdołali odskoczyć, uciec na bok, gdy zorientowali się co się dzieje. Pomogło im w tym wcześniejsze rozproszenie się. Jednemu z nich jednak nie do końca się to udało. Nie docenił widocznie zasięgu zaklęcia, gdyż wyładowanie poboczne gromu, w postaci błyskawicy o mniejszej mocy, dosięgnęło go. Mimo mniejszej energii, była ona wystarczająca, aby zgładzić nieszczęśnika. Bandyta został rzucony z dwa metry przez siłę uderzenia, po czym padł na ścieżkę martwy. Miał poparzone całe plecy, jego kaftan został spalony. W efekcie, był martwy. Do obrażeń powierzchownych musiało dojść zatrzymanie akcji serca, czy coś. Pozostali bandycie w tej chwili zapewne zamierzali ruszyć na paladyna, coby uniemożliwić magowi ciskanie zaklęć lekko obszarowych.
2 martwych rzezimieszków
2 żywych rzezimieszków