Travis, po rzuceniu zaklęcia, razem z królem i Canisem, ruszył dalej w wir walki. Zauważył jednego z obcych, nacierającego wprost na niego. Wtedy Adept przygotował swój miecz, chowając kostur. Gdy tamten wyprowadził szarżę, elf z trudem odparowywał ataki, to z boku, to z góry, do do przodu... Nagle, przez jego nie za dobre umiejętności w walce mieczem, został zraniony w bok, a następnie ostrze nie oszczędziło też ręki. Zaczął krwawić, co widać było nawet przez czarną szatę.
- Argh ! Zapłacisz za to ! - krzyknął, po czym szybko złożył ręcę i utworzył małe pole telekinetyczne ( magia Nowyżytna ). Potwór pomyślał "co za głupiec", ale gdy wyprowadził cios, zaklęcie odbiło jego miecz, wyrzucając też rękę do tyłu. Wtedy Adept, szybko podbiegł i kopnął obcego w brzuch, a następnie wyprowadził cios w szyję. Na szczęście natrafił ( przynajmniej tak mu się wydawało ), zagłębiając się dalej w krtań obcego, zakończył jego żywot. Następnie wyciągnął fiolkę z czerwonym płynem, wypił ją, co spowodowało szybsze gojenie się ran. Potem jeszcze wyczarował na siebie zaklęcie Lekkiego Leczenia ( Magia Starożytna ), co zabliźniło mu TROCHĂ rany. Następnie ruszył dalej, w wir walki, pomagając innym. Nagle zapomniał o Canisie. Szybko go znalazł i powiedział:
- Bracie Adepcie, pamiętasz, co mówiliśmy, może by tak teraz zaatakować kogoś naszymi wspólnymi siłami, co Ty na to ?!