Tereny Valfden > Dział Wypraw
Elficki tekst
Boba Fett:
Ku zdziwieniu wojowników, kościotrup odskoczył do tyłu, cały czas trzymajac broń - ale o dziwo tylko w jednej ręce. Wyglądało to tak, jakby broń dwuręczna nie sprawiała mu kłopotów we władaniu nią tylko jedną dłonią. Nieumarły kikutem prawej ręki zamachnął się przy swojej czasce i klatce piersiowej, co spowodowało, że wbite strzały albo powypadały, albo w połowie się ułamywały, pozostawijąc ostre, metalowe groty pomiędzy kościami. Po wykonaniu tej czynności szkielet znów rzucił sie do ataku, dając Elfowi i człowiekowi do zrozumienia, że nie da im ujść z życiem z tej potyczki za wszelką cenę. Elrond widząc, że ruchy ręki z bronią kościotrupa będą o wiele wolniejsze pod naporem żelastwa, postanowił przyłączyć się ponownie do walki w zwarciu...
Elrond Ñoldor:
Elf wyciągnął miecz.
- Fett'cie, trzeba zastosować jakąś taktykę. Zróbmy tak. Gdy jeden będzie atakował, drugi niech tnie go w osłonięte części "ciała". Powinniśmy go razem zabić. Aha i celujmy w nogi najczęściej. Wiesz, nie będzie mógł się poruszać jak nie będzie miał chodziarz jednej kończyny.
Fett tylko kiwną głową. Obaj zaczęli ponownie walczyć z potężnym szkieletem, który zaczął atakować elfa. Ten pod naporem ciężkiego miecza przeciwnika zaczął się cofać.
- Po nogach go, po nogach! Puki go mam na sobie! - krzykną do kolegi.
Fett bez chwili namysłu podbiegł do szkieletu, kucną i szybkim ruchem przejechał swoim ostrzem po nodze przeciwnika. O dziwo prawie nic się nie stało oprócz tego że jedna kość była połamana. Szkielet nadal chodził i odwrócił się w kierunku Boby w celu zmiażdżenia mu czaszki. ten moment wykorzystał elf i dobił do końca nogę wroga. Przez chwilę szkielet skakał na jednej nodze aż upadł z łoskotem na kamienna posadzkę. W ręku nadal dzierżył miecz, którym na leżąco, nadal machał.
Boba Fett:
Elrond pomógł wstać Fettowi, podając mu lewą dłoń. Następnie schował swój kordelas i zapytał:
- Czas się stąd wynosić jak najszybciej. Znajdźmy ten Twój tekst i wracajmy.
ÂŁowca nagród kiwnął głową, po czym sięgnął prawą dłonią po uprzednio rzuconą pochodnię. Gdy ruszyli do przodu, nie omieszkał butem zmiażdżyć czaszki szkieleta, by ten już w stu procentach padł martwy.
Po chwili droga się skończyła, a oni sami wylądowali w jakiejś większej komnacie. Rozejrzeli się dokoła i stwierdzili, że znajduje się tu tylko ładnie zdobiony grób oraz... wielka kamienna płyta z wyrytym tekstem.
- Tego szukaliśmy? - spytał Elrond.
- W rzeczy samej.
Oboje podeszli do wspomnianej tablicy, a wtedy Elf rzekł:
- Musisz tu stać i świecić mi, bym mógł przeczytać to coś. A nie będzie to łatwe, bo wygląda na dość stare...
Elrond spojrzał na płytę i zaczął ją wpierw czytać pod nosem w swoim języku. ÂŁowca nagród za to, trzymał się ciągle za nim, dzierżąc w górze zapaloną pochodnię. Po chwili dyskretnym ruchem lewej ręki przystawił swoje szpony do gardła współtowarzysza.
- Co jest? - zdziwił się Elrond.
- ÂŻeby było jasne. Nie jesteśmy tu po to, by odczytać ten nic nie znaczący, sprzed kilku wieków tekst. Jestem tu po to, by przekazać Ci pewną rzecz. Niektórym osobom bardzo nie podoba się, jak się do nich zwracasz i co raczysz mówić. Mogę Cię zapewnić, że nie zawahają się wynająć podobnych do mnie istot następnym razem, by i oni Ci uświadomili o Twoim ,,złym" postępowaniu wobec nich. Dlatego proszę w imieniu zleceniodawców, byś uważał co wypowiadasz, gdyż nie chciałbym się pożegnać z jednym z założycieli Zakonu ÂŚwitu, którego moja Gildia Wam w dużej mierze sfinansowała.
Fett opuścił lewą dłoń, a Elrond od razu odskoczył na bok.
- A teraz zbierajmy się stąd. Co miało być wykonane, zostało zrobione. A za fatygę dam Ci 50 sztuk złota. W końcu pomogłeś mi z tymi wilkami, a w większej mierze z tym szkieletem, za co jestem Ci wdzięczny.
Wyprawa zakończona
Nawigacja
Idź do wersji pełnej