Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Sierocińca
Anmarius:
Po zabiciu jednego ducha, jego pobratymiec się ocknął i zobaczył ponownie Adepta. Użył zaklęcia Telekinezy i rzucił go o ścianę. Następnie ponownie użył tego zaklęcia, tym razem rzucając w brzuch maga stołkiem. Travis jęknął, lecz spróbował się szybko podnieść i go ogłuszyć pociskami. Wypuścił znowu z Kostura małą salwę, lecz zjawa uniknęła ciosu i rozpoczęła zaklęcie Błyskawic...
- O cholera... - mruknął, gdy zjawa rzuciła pocisk. Cudem go uniknął i zaczął przygotowywać znowu zaklęcie Telekinezy. Rzucił je na ducha. Nareszcie trafił, wykorzystał to i z lekkim trudem podbiegł do niego i dał mu na twarz runę śmierci... Zjawa syknęła przeraźliwie, a po chwili padła i zniknęła... Poszedł, a z ciemności wyłoniło się trzech opętanych ludzi...
Isentor:
Zostańcie tu rzekłem do dzieci oraz ich opiekunów. Wyszedłem z sali i zamknąłem za sobą drzwi następnie skierowałem się do drugiego pomieszczenia. Złapałem za klamkę lecz ta nawet nie drgnęła, uderzyłem w drzwi z buta lecz te nadal były zamknięte. Skierowałem na nie swą dłoń i wystrzeliłem pociskiem telekinezy. Nie zdążyłem dobrze przejść przez próg gdy spostrzegłem, że naciera na mnie demon, w fizycznej formie. Zapewne to on za wszystkim stał - pomyślałem. Wziął mnie na rogi i zrzucił ze schodów... Gdy sturlałem się już na pierwsze piętro i próbowałem powstać zobaczyłem, że zbiega ze schodów chcąc powtórzyć czynność...
Anmarius:
Travis, po unicestwieniu ducha miał teraz stoczyć walkę z trzema opętanymi ludźmi. Jeden wyciągnął miecz i ruszył na Adepta. Elf przywołał zaklęcie Korzenia, aby go unieruchomić. Gdy to zrobił, podszedł w pogotowiu z przygotowanym kosturem. Ten chciał go jeszcze zranić mieczem, ale Mag przyblokował to trzonkiem kija i szybko dał na jego tarz runę ÂŚmierci. Zaraz potem wyłonił się duch, upadając na ziemię i znikając. Opetany padł na ziemię. Mag chciał tak zrobić z pozostałymi, lecz oni już byli koło niego. Zadali mu kopniaka w brzuch. Adept upadł, lecz z całej siły walnął w jaja schylającego się do niego, a drugiego podchaczył Kosturem. Zaraz po tym, szybko wyciągnął zza pazuchy runę, przyciskając jednego swym kijem. Nałożył mu na twarz kamień paraliżu. Chwilę potem wyłonił się sparaliżowany duch. Lecz nagle poczuł uderzenie w plecy i ból w lewej nodze. Popatrzył, a tam była rana i stojący nad nim opętaniec. Już szykował się do ciosu od góry, ale Travis przeturlał się w bok i wziął swoją broń. Podchaczył nią człowieka i spróbował wstać. Nie udało się. Więc ponownie się podczołgał do człowieka, dał mu w mordę i przyłożył runę Paraliżu. Stało się to samo, co z poprzednim... Wypił miksturę leczenia, wstał i zobaczył przerażający widok. Był to demon w postaci astralnej, nacierający na niego... Walnął kosturem o ziemię i przyblokował jego cios telekinezą. Następnie pobiegł na koniec pomieszczenia i zwabił tam demona. Później załadował pocisk Telekinetyczny i rzucił go na demona. Ten uniknął ciosu i rzucił nim o ścianę. Travis, jęcząc z bólu, nie poddał się, podpiął się na kosturze i wystrzelił kolejną salwę. Ta trafiła w niego i go odrzuciła. Podszedł do demona o resztach sił i przyłożył runę wygnania. Zły duch wygnał z ciała na zawsze. Potem padł zmęczony, bez braku sił...
Isentor:
Spojrzałem w prawo zauważyłem, że leży tam mój kostur więc szybko po niego sięgnąłem, demon był już niemal przede mną. Chwyciłem kostur w dwie ręce przygotowując się do bloku, bestia natarła zablokowałem jej głowę trzonem laski. Sięgnąłem po zwój śmierci i próbowałem przytknąć go do twarzy demona. Lecz ten niespodziewanym ruchem podparł mnie swymi rogami i wyrzucił w powietrze... Przeleciałem kilka metrów po czym uderzyłem o podłogę w korytarzu. Zauważyłem, że w pobliżu znajduje się jęczący z bólu Travis. Wstałem i wymówiłem formułę zaklęcia pasożytniczej więzi a następnie użyłem na sobie czaru leczenia lecząc również Travisa po czym zerwałem więź. Demon przygotował się do kolejnego ataku tym razem miał zamiar zaatakować rękoma używając dość ostrych pazurów...
Anmarius:
Uzdrowiony, wstałem i czym prędzej pobiegłem do Nekromanty. Zadałem cios w demonowi kosturem w plecy. Po uderzeniu, bestia ryknęła i całą swą uwagę zwróciła na mnie...
- Dobrze, że ten nie jest astralny - mruknąłem. Gdy demon podszedł do mnie, przyblokowałem cios pazurami kosturem, lecz on odepchnął mnie i przewrócił. Nie miałem żadnego zwoju, musiałem tylko odwrócić uwagę demona, podczas gdy IsentoR go zabije zwojem w twarz. Podniosłem się i spróbowałem podchaczyć demona. Udało się na szczęśćie. Krzyknąłem do Nauczyciela:
- Królu, teraz !
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej