Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wspólne Zadanie Anacondy, Crisisa i Kapitana Grega.
Grison:
Trzech łowców. Kapitan Greg, Ananconda i Crisis wyruszyli popołudniu w kierunku farmy, której właścieciel potrzebuje pomocy.
- Anilua mówiła, że będzie ich około 25. To trochę dużo jak na nas trzech- powiedział Anaconda.
- Tak. Dużo. Ale chyba to dobrze. W końcu się wyrzyjemy- powiedział Greg z uśmiechem na ustach.
- 25 powiadacie? To pewnie tylko wymysł przestraszonego farmera, który najmuje łowców gdy mu kilka krwiopijców lata po polu. W rzeczywistości może ich być o wiele mniej.
- Jak uważecie- powiedział Anaconda po czym trzej łowcy poszli w dalsza drogę.
Gdy doszli już do farmy podbiegł do nich farmer zlecający zadanie.
- Ach... łowcy. Dobrze, że jesteście. Bandyci będą juz lada chwila.
- Tak. A gdzie są strażnicy, którzy mieli nam pomagać?- spytał Greg
- Ach... panie źle się stało. Gdy straż usłyszała, że was nająłem to powiedzieli, żebyscie sami sobie radzili. Macie u nich reputacje ludzi, którzy w każdej chwili mogą się zwrócić przeciw nim o ile tylko bandyci zaoferują odpowiednią cenę- odpowiedział farmer
- To prawda kochamy złoto. Ale zawsze wypełniamy swe zadania. I tym się szczycimy- powiedział Anaconda
- Tak, ja to wiem ale oni... słyszeliście? Co to było?...
Crisis:
ÂŁowcy Nagród wyjęli swoją broń. Crisis i Anaconda mieli tarcze, a Kapitan Greg dwa miecze co dawało bardzo dobrą mieszankę. Zastępca przywódcy gildii łowców nagród razem z właścicielem Wężowego Ostrza mogli blokować ciosy i chronić innych przed strzałami, natomiast Greg szybko mógł zabijać kolejnych przeciwników. W pewnym momencie uszu łowców doszedł dźwięk krzyku, jakby okrzyk wojenny. Nagle z lasu wybiegło sześciu bandytów - dwóch uzbrojonych w łuki, a czterech w ciężkie topory, łowcy przyszykowali się do odparcia ataku, Anaconda i Crisis kucnęli przy sobie robiąc mały mur z tarcz, za którym schował się również Kapitan Greg...
Grison:
Crisis i Anaconda lekko się podnieśli i powoli zaczęli iść w stroną bandytów. Strzały łuczników wbijały się w tarcze nie robiąc łowcom żadnej krzywdy, gdy nagle pozostała czwórka bandytów była juz na tyle blisko, że do akcji mógł wkroczyć Greg. Kapitan wyskoczył zza łowców poczym wbił z łatwością swe ostrza w dwóch bandytów biegnących na niego.
-Co to ma być?- pomyślał Greg patrząc na trupy bandytów
Zaraz po tym Anaconda i Crisis rozbiegli sie na dwie strony i kilkoma cięciami miecza zgładzili pozostałych dwóch bandytów. Po czym trzej łowcy wrócili do wcześniejszego szyku, który wydawał sie bardzo dobrym rozwiązaniem.
Anaconda:
Widząc co się dzieję, ostatnich dwóch bandytów posiadających łuki zaczęło się powoli wycofywać, cały czas jednak zasypywali łowców swoimi pociskami. W pewnym momencie Anaconda odwrócił przechylił głowę w kierunku Grega który stał za nim.
- Greg, wyciągnij łuk i ich zdejmuj bo gotowi uciec jak tak dalej pójdzie - zasugerował.
ÂŁowca do którego skierowane były te słowa potakująco kiwnął głową i skryty za tarczami kompanów wyciągnął swój łuk i nałożył strzałę. Gdy cięciwa była już napięta Greg nagle wstał i wypuścił znad tarcz strzałę która wbiła się w klatkę piersiową jednego z napastników, ten na skutek rany padł martwy na ziemię. Drugi oprych widząc, że nie ma szans z przeciwnikami wystrzelił ostatnią szansę i wziął nogi za pas.
- Dokąd to? - krzyknął ironicznie Greg wypuszczając kolejną strzałę, łowca i tym razem nie chybił trafiając prosto w ramię mężczyzny który przewrócił się zraniony. Gdy walka była już skończona łowcy powstali z klęczek i zaczęli wyłamywać ze swoich tarcz te strzały które się w nie wbiły, tymczasem Greg dobił trafionego przez niego bandytę.
- Nie było tak źle - stwierdził wracając do Crisisa i Anacondy.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca - odpowiedział mu właściciel Wężowego ostrza.
- Jest w tym trochę racji, dopiero tu przyszliśmy - odezwał się Crisis.
Zakończywszy wymianę zdań łowcy podeszli do właściciela farmy który przyglądał się całej walce zza drewnianego płotu.
- Niech pan lepiej sie ukryję w chacie, nie po to chyba chronimy pańską farmę by pan zginął podczas walki przez nieuwagę? - zabrał głos Crisis.
- Aaa tak... myślę, że masz rację łowco. Już idę... - odpowiedział farmer po czym zrobił to co obiecał.
Crisis:
ÂŁowcy szykowali się do odparcia kolejnej fali bandytów. Crisis zajmował się wyciąganiem strzał z tarczy, tak samo Anaconda natomiast Greg pilnował czy ktoś nie idzie.
- Ktoś nadchodzi! - krzyknął łowca, w wyniku czego trójka łowców przygotowała swoją broń na odparcie kolejnego ataku. W pewnym momencie zza linii drzew ujawniła się kolejna sześcioosobowa grupka. Tym razem wszyscy uzbrojeni w dwa miecze. Bandyci jak ujrzeli łowców ruszyli na nich z okrzykiem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej