Tereny Valfden > Dział Wypraw
IX Zadanie Kapitana Grega
Grison:
Greg usłyszawszy o nowym zadaniu z samego rana pobiegł do Aniuli.
-Hej, słyszałem, że masz dla mnie jakieś nowe zadanie.
-Ach, tak mam. Wy łowcy szybko wykonujecie zadania i ciągle zgłaszacie się po kolejne. Tak więc mam tu pełne ręce roboty.
-Hehe. Rozumiem o co ci chodzi. To jak będzie z tym zadaniem?
-Dobrze. Juz mówię. Zadanie dotyczy państwa Omtnad.
-Omtand? Przecież już się nimi zajmowałem.
-Tak. Tylko teraz robota jest trochę bardziej szykowna.
-Co mam przez to rozumieć?
-Pani Omtant życzy sobie abyś odnalazł jej męża, który kilka dni temu znikną w lesie. Kobieta jest przekonana, że jej mąż ukrywa się gdzieś w obozie bandytów, z którymi handluje.
-Eee... mam go zabić?
-Tak, masz zabić jego oraz jego pracodawcę. Jak to zrobisz to twoja sprawa.
-Wezmę się od razu do roboty. Niech ta biedna kobieta szykuje złoto- powiedział Greg po czym wyszedł.
Boba Fett:
Kapitan Greg czym prędzej opuścił Twierdzę Samotnych ÂŁowców i ruszył do statku, by tym dotrzeć do Ombros.
Gdy już tam dotarł, pierwszym pomysłem, na jaki wpadł, było pójście do miejsca, gdzie uprzednio widział, jak bandyci się ze sobą spotkali. A więc opuścił bramę miasta i udał się w znanym mu kierunku.
Droga minęła w zasadzie bez problemowo, ale w pewnym momencie z ledwością usłyszał, jak ktoś się skrada i wyciąga miecz z pochwy.
Patrol?, zdziwił się. Nie czekając na nic wyciągnął także swoją broń i odwrócił się. Ujrzał, że z dwóch stron pomiędzy drzewami stoi para opryszków. Czas wydusić z nich, gdzie jest ich kryjówka, pomyślał. Jednak obawiam się, że bez potyczki się nie obejdzie.
Bandyci zaczęli się powoli zbliżać...
Grison:
-Co tu robisz łowco? Szukasz guza? A może poprostu chcesz odnależć naszą kryjówkę? Bo po co inaczej przypełzałbyś aż tutaj?- powiedział jeden z bandytów.
-Niczego się odemnie nie dowiesz, ale za to ja dowiem się dużo od ciebie.
-Doprawdy? Tak więc stawaj!- krzykną bandyta w kierunku Graga
Greg trzymał swe miecze przed sobą i dokładnie przyglądał się dwóm bandytom.
Nagle młodszy z bandziorów wybiegł prosto na Grega i zanim się obejżał był jego brzuch był przebity ostrzami łowcy.
-Zabiłeś go sukinsynu!
-Tak zabiłem. Nie żal mi żądnego z tępych bandziorów.
-Pożałujesz tego!- wykrzyczał oprych ruszając na Grega.
Bandyta zaatakowął łowcę z góry. Jendak Greg sparował cios i odrzucił przeciwnika. Następnie wykonał obrót i przebił brzuch bandziorowi.
-A teraz gadaj. Gdzie jest wasz obóz?
-Erhh... nic ci nie powiem. I tak umrę.
-Owszem umrzesz. Ale odemnie zależy czy ta śmierć będzie taka jaka jest czy może jeszcze bardziej bolesna.
W tej chwili bandzior chwiejnym ruchem ręki wskazał na całkiem dużą skałę nieopodal.
-Tam jest jaskina. Wedź do środka- wydusił z siebie ostatnim tchem bandyta.
-O cholera. Czemu zawsze idzie tak łatwo?- spytał sam siebie Greg po czym podążył w kierunku skały...
Boba Fett:
Kapitan Greg zaczął się powoli skradać w stronę jaskini. Z daleka ujrzał, że na straży stoi jeszcze jeden z bandytów - jednak ten miał na sobie coś w rodzaju kamuflarzu, by w razie czego móc się ukryć. ÂŁowca nagród zdjął powoli łuk i napiął strzałę, po czym wycelował go w opryszka. Miał już strzelić, gdy nagle ktoś z wnętrza groty krzyknął.
- Chodź tutaj, pomożesz Paulowi!
Strażnik po chwili znikł, a jego miejsce zajął... mąż zleceniodawczyni - najwyraźniej chciał odetchnąć świeżym powietrzem. Jest prościej, niż myślałem, uśmiechnął się Samotny ÂŁowca. Jeszcze raz wycelował, ale tym razem napiął cięciwę o wiele mocniej - tak, jak się niedawno nauczył. Strzała wbiła się do połowy w klatkę piersiową ofiary. Pan Omtrand spojrzał na pocisk i złapał go oburącz. Po chwili upadł na ziemię.
Greg wiedział, że zaraz ktoś wyjdzie - być może nawet herszt bandytów. Zastanawiał się, czy przygotować kolejną strzałę, czy też resztę wykonać mieczami...
Grison:
Greg postanowił skończyc z brawurą i nie wyciągnał mieczy. Wiedział dokładnie, że lepiej ustrzelić bandziorów z łuku niż walczyć z nimi bezpośrednio.
Nagle z jaskini wybiegł jeden z bandytów. Greg czym prędzej wypuścił strzałę w jego stronę. Pocisk bez problemów wbił się w klatkę piersiową przebijając tym samym serce. Następnie łowca ujzał herszta. Był to wysoki, potęzny wojownik z ogromną włócznią w ręku.
Greg nie czekjąc długo wypuścił strzałę wprost w nogę herszta.
Jednak bandyta biegł nadal w stronę Grega. Kapitan szybko wypuścił jeszcze dwie strzały, które utkwiły w ciele złoczyńcy. Herszt dobiegł do łowcy ostatkiem sił i machną w powietrzu włócznią po czym padł.
-Fiuu.. mało brakowało- powiedział Greg.
Omtand nie żyje, herszt też. Chyba mogę już wracać...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej