Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Kopalni Mithrilu

<< < (2/5) > >>

Sado:
- Będzie kolacyjka, ale co za dużo mięsa to nie zdrowo. A przy okazji damy troszkę mięska dla Garnizonu. Madziu byłabyś taka miła i zerwała troszkę jabłek? - odparł ironicznie Sado do Madzi.
Ta zrobiłą minę, która wyrażała zapewne "Sam se je zrywaj", ale jednak poszła na chwile do lasu i wróciła po chwili z garścią jabłek. Wszyscy zaczęli konsumować smaczne mięso i jabłka. Po chwili wszyscy byli już pełni. Sado i jego brat stanęli na warcie, a Madzia i Canis położyli się (osobno   ) niedaleko elfa.

canis:
po przespanej nocy towarzysz Lord Sado zadawał pytania elfowi który udzielał wypowiedzi na jego pytania.
- Jak się nazywasz starcze ? - zapytał Lord S
- Me imię brzmi Ghareth - odpowiedział starzec
- Czy gdzieś tutaj znajduje się Kopalnia Mirthlu?
- Tak, podążajcie tamta drogą - wskazał rozwidlenie w lewą stronę - po niedługim spacerze powinniście znaleźć się nieopodal jej. Jest sporej wielkości, pewnością ją zauważycie.-powiedział elf.
- Dostaniesz się sam do miasta czy pomóc ci w jakiś sposób? - zapytał Canis

Crisis:
- Nie chcę iść do miasta - odpowiedział Elf
- Czemu? Przecież jesteś elfem i jak sądzę tam mieszkasz i skąd wiesz o tym wszystkim? - powiedział zdziwiony nieco Crisis
- Nie mieszkam w mieście, moim domem jest ten las, tutaj żyję i żywię się tym co natura mi daje, wiem gdzie co jest w tym lesie i chyba jestem jedyną osobą dzięki której traficie do kopalni. Nie macie wyboru, muszę iść z wami... - rzekł Elf, a Crisis i Sado popatrzyli się na siebie po czym ten drugi odpowiedział
- No niech będzie, a teraz prowadź - skończył gubernator, a po chwili cała grupa ruszyła za Elfem przewodnikiem...

canis:
Elf powstał i z pomocą nowych znajomych poprowadził ich ścieżką przez las, po drodze zrobili dwa krótkie przystanki w obawie że w okolicy grasują wilki, oraz elf musiał chwilę odpocząć. po godzinie doszli do rozwidlenia drogi.
- W prawo - powiedział elf.
- Jesteś pewny starcze? - spytał Lord Sado.
- Znam ten las jak własną kieszeń, a tak zwanej przez was sklerozy nie mam.- Towarzysze spojrzeli najpierw na niego, potem wymienili spojrzenia.
- Skoro tak mówisz to prowadź - powiedział Lord.
- Może mały postój, sądzę że niedaleko kręci się jakieś pół tuzina wilków. Pewny nie jestem, lecz te wszystkie miny leżące na ścieżce i ten nieprzyjemny zapach amoniaku koło drzew na to wskazuje ... - powiedział Canis

Madzia:
- Pół tuzina wilków - powiedziała z ironią Elfka ... - najwidoczniej słaby z Ciebie myśliwy.
Nagle w krzakach coś zaszeleściło … wypadł na drogę ku uciesze Elfki mały zając. Canis o mało co nie upadł, ze strachu.
- To ... już tutaj – powiedział starzec pokazując swoją dłonią starannie ukryte wejście do  kopalni. Krzaki rosnące dookoła były dość wysokie. Gdyby ktoś nie wiedział, co się tutaj ukrywa na pewno przeszedł by bez zastanowienia.
- Jesteś pewny że to tutaj – zapytała Madzia, podejrzliwym głosem.
- Oczywiście ... w końcu dość często tu przebywałem  

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej