Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Kopalni Mithrilu

<< < (4/5) > >>

canis:
Canis i Crisis ruszyli do przodu aby pozbyć się paru szkieletów zanim Madzia i Lord Sado uzyją czarów. Po zabiciu paru szkieletów magicy uzyli zaklęci i część potworów rozzsypała się w pył, lecz została jeszcze spora grupa. szkielety okrążyły ich.
- i co teraz robimy, jest ich dość sporo ... - powiedział canis
- wkońcu skoro mieli byśmy umrzeć to lepiej z chonorem - powiedział crisis - czyli wiesz ... idziemy jak rambo ...
i ruszyli, w gniewie szybko pozbyli szie kolejnej parki szkieletów

Madzia:
Dziewczyna która znała trochę silniejsze czary niż Wir. Rzuciła w grupę nieumarłych Grom, trupie ciała bezwładnie rozsypały sie w pył. Gdy wszyscy byli już pewny - to już koniec. Ku zdziwieniu wszystkich nie wiadomo skąd wybiegł jeszcze jeden "oddział" nieumarłych. Crisis wraz z Canisem zaciekle pozbawiali truposzy głów. Elfka i Sado kożystali ze swojej magii, Madzia rzucała we wszystkie strony czar Grom, jej przyjaciel zaś Wir. Po kilku minutach było już po wszystkim.

Sado:
- Odpocznij. - rzekł cicho Sado do Madzi - nie nadużywaj mocy.  
Gubernator  otarł ręką pot spływający mu z czoła. Nagle poczuł, że czyjaś dłoń zaciska mu się na szyi. Po chwili usłyszał nieziemksi głos:
- Oddaj sztylet
Sado spojrzał na dół. Coś podniosło go do góry. Jego towarzysze leżeli nieprzytomni. Nie mógł dojrzeć przeciwnika. Sado próbował ocś powiedzieć, lecz udało mu się jedynie wysyczeć:
- Shpiephaj...
Przeciwnik rzucił Gubernatorem z taką łatwością, jakby był piórkiem. Sado uderzył o ścianę z potęznym impetem. Zauważył jedynie zarys postaci wroga. Podszedł on do jednego z towarzyszów grupy. Sado przez chwilę myślał, ze chciał kogoś udusić, lecz tylko na chwile skierował swoją dłon ku szyi i po chwili ostrożnie ją wycofał. Skierował się ku jakimś drzwiom... otworzył je i zamknął za sobą. Sado wstał, reszta także
- Co się stało? -  ziewnął Crisis, lecz po chwili spojrzał z powagą na krwawiącego Sado - co ci się stało?
Sado wzniósł  dłonie, wyszeptał parę słów i po chwili niektóre z jego ran się zagoiły. Spojrzał na swego brata ze strachem i zdążyłjedynie wyszeptać:
- Medalion... Crisisie
Crisis ze strachem spojrzał na swą szyję. Nie było na nim medalionu
- Co... jak... - wyszeptał Crisis
- Tam - wskazał palcem Sado na drzwi - to... coś
Crisis skierował swe kroki ku drzwiom. Nagle wyskoczył przed nim szkielet, którego w furri oderzył pięścią. Nieumarły przewrócił się i rozwaliłna kilka kawałków.
- Bracie - wrzasnął Sado - Crisis!
Sado spojrzał na niego smutno. Napiął cięciwę i wypuściął strzałe, którą zapalił o płomienie łuku w stronę drzwi, które odrazu zajęły się ogniem. W odległych kątach nadal było trochę nieumarłych. Crisis choć chciał to nie mógł pchnąć płonących drzwi. Cała grupa podbiegła do niego czekając, aż drzwi spłoną. Kiedy to się stało towarzysze ujrzęli kolejną "komnatę" z rudą mithrilu. Pośrodku niej stałołtarz, na ołtarzu medalion. Ołtarz otacząło 3 Panów cienia, każdy dzierżący długi miecz, a przy ołtarzu wielki Lord Cienia. Sado przypomniał sobie... to on zerwał medalion z szyi Crisisa. Był odziany w przepiękną Mithrilową zbroję i dzierżył taki sam miecz jak pozostali strażnicy mroku.
- Każdy bierze po jednym "czarnym" - rzekł Sado - ja wezmę tego dużego...

Madzia:
Sado ledwno unikał ciosów swojego potężnego przeciwnika. Próbował ciąć mieczem, nie zabardzo mu to jednak wychodziło ... Trójce jego towarzyszy również nie szło najlepiej. Elfka próbowała różnych sztuczek magicznych ... Po kilku próbach z czarem Lodowa Lanca w końcu jej przeciwnik padł. Canis, Crisis i Sado nadal nie potrafili sobie poradzić.

Sado:
Canis nie mógł sobie poradzić ze swym Panem Cienia. Był on zbyt potężnym przeciwnikiem, dla tego ÂŁucznika jak on.
Crisis z łatwością parował ataki swego przeciwnika, lecz jego wróg był tak szybki, że ÂŁowca nie mógł wyprowadzić kontrataku.
Madzia, która skończyła ze swoim nieumarłym pobiegła pomóc Canisowi, która zaraz miał paśc zabity przez Pana Cienia.
Sado z wielkim trudem parował potężne ciosy wroga.
- Co Sado? Bez Dariala trudno - zaśmiaj się grubiańsko nieumarły
- Nie wiem kim jesteś, ale znasz najwyraźniej Khera, gnido - oparł Sado z trudem
- Nawet nie wiesz jak bardzo...
Szkielet uderzył Lorda Sado pięścią w brzuch. Sado jęknął z bólu. Z ust pociekła mu krew. Wiedział, że zaraz zginie. Ostatniki resztkami sił wyciągnął sztylet i wbił go tam gtdzie powinny być oczy, jedyne miejsce, które nie było okryte zbroje, gdyż przyłbica nie była spuszczona na całą twarz. Szkielet zajęczał z bólu. Sado uradował isę, a zarazem zląkł
- Gdzie Kher... gdzie Xyron? - wrzasnął do niumarłego szarpiąc go
- Xyron będzie ostatnim widokiem jaki ujrzysz - wyszpetał cicho szkielet, po czym padł "matwy".
Crisis w tym samym czasie poradził sobie  ze swym Panem Cienia i podbiegł do swego brata.
- Nic CI nie jest - spytał się
- Przeżyję - odpowiedział mu Sado - pobiegnij pomóc Canisowi i Madzi... ja odpocznę.
Sado popatrzył jak Crisis pobiegł pomóc zabić ostatniego Pana Cienia, a po chwili spojrzał niedaleko "ołtarza". Leżała tam skrzynia. Sado podszedł do niej. Była stara, lecz zamek nadal wytrzymały. Gubernator użyłswych umiejętności i otworzył ją. Zawartością był spory mieszek, a w środku 150 złotych monet. Obok niego leżało 7 bryłek mithrilu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej