Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Zadanie Kozłowa
Metztli:
- Wlaź, jeśli musisz - zaskrzeczała Zielarka i otworzyła drzwi. Oczom Kozłowa ukazała sie drobna, chuda kobieta, o siwych włosach i oczach zielonych niczym młoda trawa - Czego tu chcesz - warknęła - Przysyła mnie Lady Wampirów - powiedział - A, Metztli... Dziwne pewna byłam że mi wąpierza przyśle - i wzdrygnęła sie - Nie lubie wampirów tym nie wiadomo co do łba szczeli. Wejdź, wejdź - powiedziała - Poczekaj ino chwilkę, zara ci te zioła przyniese - i zniknęła we wnętrzu chatki, po chwili wróciła niosąc mieszek wypełniony ziołami - Masz i nie zgób, bo gniew Metztli straszny o ile sie po śmierci nie zmieniła - powiedziałą wciskając mu woreczek -A może zostaniesz? Naparu z ziółek sie napijesz? -
Kozłow:
Kozłow popatrzył się na zielarkę, potem rozejrzał się po jej domu. Był nieco... dziwny. Wypełniał go odurzający zapach ziół, silniejszy nawet niż na polanie wokół domku.
- Nie, chyba podziękuję... muszę odnieść szybko zioła do Metztli - powiedział Kozłow.
- Skoro nie, to nie...
Zielarka popatrzyła na niego podejrzliwie, poczym odwróciła się i krzynkęła
- Wyjdź!
kozłow prawie wybiegł z chaty. Przeszedł przez polanę i wkroczył do lasu. Tym razem nie przemierzył go tak gładko, jak podczas drogi w drugą stronę. Przedzierał się przez gęstwinę dobre 2 godziny. Kiedy wyszedł z chaszczów, zaczął otrzepywać się z rzepów i liści. Podniósł głowę. Dwa ścierwojady powoli zmierzały w jego stronę. Wyjął topór i zamachnął się w stronę tego, który był bliżej....
Metztli:
... i odciął zwierzęciu łeb, niestety, drógi był znacznie szybszy i dziobnął Kozłowa w ramie. Mężczyzna jednak szybko zaatakował, zanim bestia zadała drugi cios. Po chwili oba ścierwojady leżały martwe na ziemi, a Kozłow ruszył dalej do siedziby wampirów.
Kozłow:
Coś jednak tknęło Kozłowa i ten zawrócił. Popatrzył na ścierwojady. "Hmm... może coś zjadły?" -pomyślał, poczym podwinął rękaw i wsadził rękę aż po łokieć w gardło ścierwojada. Wyczuł coś twardego. Złapał to w garść wyjął kończynę, całą oślinioną z gardał martwego zwierzęcia. Była to sakiewka. Kozłow otworzył ją. Na ziemię wysypało się trochę złota. Podróżnik ucieszył się. Przeliczył złoto. Było tego 20 sztuk. Uszczęśliwiony, podążył w stronę siedziby wampirów. Mimo iż w sakiewce było mało złota, Kozłow powtarzał sobie: "Złoto zawsze złoto, nieważne ile". Resztę drogi pokonał bez przeszkód. Dotarł do siedziby wampirów i oddał zioła Metztli.
- Proszę oto twoje zioła.
Nawigacja
Idź do wersji pełnej