Tereny Valfden > Dział Wypraw
I Zadanie Kozłowa
Kozłow:
Kozłow wszedł do ciemnego gabinetu. Na krześle siedziała Metztli. Nie zwróciła na niego uwagi. Kozłow podszedł do niej i wyrwał z zamyślenia pytaniem:
- Słyszałem, że masz dla mnie zadanie, droga Lady...
Metztli:
- Co?.. A tak mam zadanie. Musisz iść do Zielarki i odebrać zioła, już za nie zapłaciłam więc nie powinna sprawiać problemów. Jej chatka jest na polanie, na wschód od głównego traktu do Ombros, skręcisz przed takim dużym kamieniem i idź prosto... Trafisz. A teraz proszę cie dejdź, mam kilka problemów na głowie...-
Kozłow:
Kozłow szedł głównym traktem Ombros. Było to jego pierwsze zadanie od wampirów, więc troszkę się denerwował. Nic jednak mu na drodze nie stawało i nie czyniło przeszkód. Szedł zadowolony. "Muszę tylko wziąść zioła od zielarki" - myślał z uśmiechem na twarzy. Przeszedł tak dobrych kilkaset metrów, kiedy nagle z małego lasku po prawej stronie traktu wyleciało z brzęczeniem dwóch krwiopijców. Kozłow wyjął topór...
Metztli:
Zamachnął sie i jednym ciosem przepołowił robala. Kolejny raz trafił bestie w skrzydła, łamiąc je. Aby ulżyć cierpieniom krwiopijcy, zabił go. Po chwili z krzaków wyleciał jeszcze jeden, Kozłow zamachnął sie ale bestia umknęła i już miała użądlić wojownika gdy kolejny cios toporem pozbawił robala dolnej części. Kozłow ruszył dalej w kierunku chatki ZIelarki...
Kozłow:
Kozłow szedł dalej. Wzrok miał wbity w ziemię. Nagle uderzył głową o cos twardego. Przewrócił się. Siedząc rozcierał głowę. Wstał, by zobaczyć, z czym się zderzył. Był to sporych rozmiarów kamień.
"A niech was licho bogowie... Ustawiać głazy na drodze.... Zaraz... To przecież głaz z opisu Metztli!" - ucieszył się Kozłow i skręcił w lewo do lasu. Las wydawał się bardzo dziwny. Na szczescie nie spotkał żadnych stworzeń. Nie znał drogi, ale coś jakby go prowadziło. Coś niematerialnego. Jakaś niewidzialna siła. Po kilku minutach wyszedł z leśnych ostępów na polanę. Mały bezdrzewny obszar w całej leśnej gęstwinie był porośnięty różnorakimi ziołami. Zapachy roślin, mieszające się ze sobą, stwarzały jeden zapach. Zapach wiosny. Kozłow upojony całą polaną, jej wyglądem i zapachem nie zauważył chaty stojącej na środku morza kwiatów. Po chwili ocknął się. Podszedł, a właściwie podpłynął morzem kwiatów do drzwi małego domku. Zapukał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej