Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dwie ofiary - jeden cel
Madzia:
Szli w stronę Ratrad, wszyscy pogrążeni byli w milczeniu, nagle ktoś się odezwał.
- Boba ... - zagadnęła nieśmiale Elfka.
- Tak, kochanie ? - zdziwił się ÂŁowca
- Czy dzisiaj macie zamiar przelać krew jeszcze jednego człowieka ?
- Sądzę, że chyba nie będzie wyjścia ... Nie martw się, zabijamy tych, którym się to należy ... - odpowiedział ze spokojem w głosie.
- Ratrad co to za miejsce ? Daleko musimy jeszcze maszerować ?
Sado:
...za to zaczęli szykować się do walki. Nagle naprzeciw grupce wyskoczyła większa gromada bagiennych topielców.
- Gdzieś tu muszą być bagna... - powiedział Sado po czym szybko dodał - zaczekaj
Madzia chciała coś powiedzieć, lecz Sado dał susa do tyłu znikając gdzieś. Czarodziejke otoczyło 4 bagiennych topielców.
- Sado wracaj tu - wrzasnęła Madzia, lecz nikt jej nie odpowiedział
Topielce zaczęły się powoli zbliżać. Madzia prawdopodobnie szykowała jakiś czar. Nagle znikąd pojawił się Sado ucinając szybko głowę jednemu z bagiennych stworów. Następny także go zaatakował. Sado szybko wbił mu ostrze w pysk i poczekał aż jego ciało spłonie. Nagle Sado opuściły siły. W głowie posłyszał obłąkańczy śmiech i po chwili runął na ziemię bezwładny. Leżał, myśląż że zaraz zginie, lecz w miarę szybk odzyskał czucie i odrazu wstał. W tej samej chwili rzucił się na niego topielec wbijając pazury w lewe ramię. Sado poczuł to i w furii wbił swoje ostre pazury tak mocno w szyję przecwnika, że przedarł mu skóre i przeciął tetnicę pozwlając się wykrwawić.
- Skurwielu... - zasyczał Sado i wycofał się przykładając usta do rany. Zaczął ssać, a co chwila wypluwał truciznę. Po kilku minutach "odtruwania" przyłożył ostrze miecza do rany i skupił się. Ostrze zapłonęło. Wyraz jego twarzy zmienił się, lecz nie wydał żadnego ogłosu. Płomień był coraz bardziej gorący i upojnie lizał Sado krew wypływającą z ramienia, "każąc" jej wrzeć, co sprawiało Gubernatorowi jeszcze większy bół
- Nie pozwolę na zanieczyszczenia krwi - mruknął ironicznie do siebie i z trudem podnosząc się chwycił miecz i przygotował się, by zabić kolejne stwory.
Crisis:
Tymczasem Crisis i Boba Fett właśnie odstawili Bladsterna osobie, która wyznaczyła nagrodę za jego głowę, ów człowiek rad był kiedy zobaczyć znienawidzonego wroga skrępowanego i na łasce dwóch łowców nagród.
- Trochę pieniędzy przybyło - powiedział Crisis do Boby Fetta.
- Zawsze tak bywa w tym zawodzie.
- Dobrze to znam, za trzy godziny lub dwie dojdziemy do statku. Ciekawe co porabiają Sado i Madzia porabiają
- Znając szczęście tej dwójki to pewnie walczą z czymś lub kimś - rzekł żartobliwie Fett, po czym jego towarzysz wybuchł śmiechem. Boba i Crisis zbliżali się już do statku, tymczasem Sado i Madzia rozprawili się z topielcami...
Madzia:
Gdy Sado w dzikiej furii ciachał mieczem we wszystkie strony, Elfka miotała Lodową Lancą. Walka była zaciekła. Gubernator jak w transie walczył z Topielcami, jego miecz ciął niezwykle szybko. Po kilku minutach było po wszystkim. Nieco osłabiona dziewczyna przysiadła na ziemi, przyglądając się Lordowi.
- Sado, wszystko w porządku ?
- Tak, ręka trochę mi krwawi ... możemy ruszać dalej, chodź. - odpowiedział mężczyzna podając Madzi rękę.
- Jak sądzisz, wszystko w porządku u ÂŁowców ?
Sado:
- Tak, wszystko u nich dobrze - powiedział Sado sycząco - a jak nie... cóż...
Po chwili drogę zagrodził im mały zajączek. Sado wyciągnął łuk i szybkim strzałem uśmiercił go czekając, aż skóa się spali pozostawiając same mięso. Uśmiechnął się i poobierał starannie jadalne części ciała.
- Chcesz trochę? - spytał Madzię
Dziewczyna przekręcila głową, mówiąc, że nie lubi surowego mięsa. Sado wybuchnął syczącym śmiechem, po czym wyciągnął miecz z pochwy i na nim upiekł pieczeń. Wciąż chichocząc zjadł ją i po chwili ujrzał statek ÂŁowców.
- Twój mąż i mój brat już są. Choćmy, bo jeszcze odpłyną - zachrypiał nisko Sado i pobiegł w ich stronę...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej