Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat
Przygody Bezimiennego i przyjaciół
Avanast:
Galeon paladynów gdzieś około szóstej rano Bezimienny i jego załoga dopływają do jakiegoś miasta portowego.
Większość załogi jeszcze śpi tylko Torlof, Lares i Milten nie spali.
Lares wyszedł na pokład zapalić skręta kiedy z nikąd pojawił się ogromny elitarny wojownik Orków który trzymał swój wielki miecz w obślizgłym łapsku.
-Oooooorrrrkkkkkk! Krzyknął Lares.
Nagle Gorn Bezimienny Milten i Lester wybiegli ze swoich komnat aby zobaczyć co się dzieje.
Kiedy tam dotarli Ork wbijał miecz w klatkę piersiową Laresa.
-Nieeeeeeeee! Wrzasnął Gorn.
Po chwili 4 przyjaciele rzucili się do walki z Orkiem.
Milten wyczarował dużą kulę ognia Lester wraz z Gornem atakowali potwora.
Bezimienny ze swoim jednoręcznym magicznym ostrzem na smoki powalił Orka bez mniejszego problemu.
-Nic nikomu nie jest ? Spytał Milten
-Nam nic ale Lares nie żyje. Powiedział zapłakanym głosem Gorn.
Nagle wybiegła reszta załogi.
-Co się dzieje ? Pytali się jeden przez drugiego.
-Lares... On nie żyje.
-Nie to nie możliwe.
-Kto go zabił ?
-To obślizgłe stworzenie przeklętego Beliara!
Po około 3 godzinach przyjaciele dopłynęli do przystani jakiegoś miasta.
Bezimienny zszedł pokładu statku i zapytał się jakiegoś przechodnia:
-Ej ty! Nie wiesz co to jest za miasto ?
-To miasto nazywa się Aerda jest to zwykłe portowe miasto więc nie ma tu nic do oglądania.
-Aha dzięki.
Bezimienny poszedł na statek i powiedział:
-Idę się trochę rozejrzeć.
Dobra! Powiedział Diego.
Bezimienny chodził po mieście poszedł do kowala Tandena i poprosił o naostrzenie swojego ostrza.
Tanden zgodził się ale żądał za to 500 sztuk złota.
Bezimienny wyjmuje sakiewkę i daje kowalowi pieniądze.
-Kiedy będzie gotowy mój miecz ?
-Najwcześniej jutro bo dziś to już moje 14 zamówienie.
-Aha dziękuje.
Bezimienny szedł dalej aż z ciemnego zakątka ktoś go zawołał:
-Podejdź do nas. Głos wydawał się Bezimiennemu znajomy ale go nie rozpoznał.
-Czego chcesz ?
-Chodź do nas.
Bezimienny nie chciał tam iść bez swojego miecza ale jednak się skusił nagle złapała go jakaś czarna postać okazało się że to poszukiwacze.
-Nareszcie cię mamy teraz zginiesz! Krzyknęli Poszukiwacze.
-Wiedziałem że to zasadzka!
Bohater szarpał się z demonami Beliara.
-Zginiesz!
Nagle dwóch poszukiwaczy padło na ziemię potem następni po chwili nie było już żadnego.
-Dzięki Gorn. Powiedział Bezimienny
-Nie ma za co ale powiesz mi coś ?
-Co takiego ?
-Przecież Panem Poszukiwaczy był Smok Ożywieniec czyż nie ?
-Tak ale jednak zło nie zostało do końca pokonane.
-A więc co teraz robimy ? Spytał Gorn.
-Wróćmy na statek i udawajmy że nic się nie stało jutro pójdę odebrać mój miecz od kowala i zajmiemy się tą sprawą ale do tego czasu nikomu nie mówimy co się stało dobra ?
-Oczywiście. Odpowiedział Gorn.
Dwaj przyjaciele wrócili na statek Następnego dnia Bezimienny z Gornem i Diego poszli odebrać miecz Bezimiennego a potem do lasu zapolować na zwierzynę Bezimienny opowiedział wszystko Diegowi nagle coś przerwało ich rozmowę.
-Co to? Powiedział Gorn.
nagle z za krzaków wyskoczył jakiś facet był wysoki młody i umięśniony trzymał w ręku długi łuk.
-Kim jesteś ? Zapytał Diego.
-Jestem Curtis a Wy ? Kim jesteście ?
-Jestem Gorn.
-Ja jestem Diego.
-Ja jestem...
-Dobra dość już usłyszałem. Powiedział Curtis.
Curtis dziwnie spojrzał na Bezimiennego.
-Co ty tu robisz ? Spytał Gorn
-Poluje na cieniostwory zębacze i ścierwojady.
-A wy ? Zapytał Curtis.
-Także polujemy. Odpowiedział Diego.
-Jeśli chcesz możesz polować razem z nami. Powiedział Bezimienny.
-Oczywiście.
Bezimienny polubił Curtisa chociaż Diego coś czuł że on Ich oszukuje.
Nagle podczas polowania ktoś krzyknął:
-Taaammmm jeesstttt!
Nagle z wszystkich stron leciały kule ognia.
Przyjaciele musieli walczyć z ogromną liczbą poszukiwaczy.
Nagle Diego poczuł jak ogień przeszywa jego ciało.
Dostał z kuli ognia Diego zemdlał krew się z niego lała.
Bezimienny nie wiedział co robić kiedy nagle jakieś jaskrawe światło pojawiło się za drzewami był to Milten użył jakiegoś czaru aby przegonić Poszukiwaczy.
-Co to było ? Spytał Gorn.
-To czar wygnanie zła.
-Nie wiem skąd się wzięli ci Poszukiwacze ale lepiej uciekajmy zanim znowu wrócą. Powiedział Milten.
-Dobra ale Diego jest cały zakrwawiony. Powiedział Gorn.
-Ja i Curtis zajmiemy się nim wy wracajcie na statek. Powiedział Bezimienny.
-Dobra chodź Milten.
-Curtis złap go za nogi ja za ręce dobra ?
-Oczywiście.
Bezimienny i Curtis zanieśli Diega na statek tam Vatras próbował go uleczyć.
-Powiesz mi coś ? Zapytał Milten.
-Co takiego ? Zapytał Bezimienny.
-Wiedziałeś o Poszukiwaczach prawda ?
-Yyy... tak.
-Dlaczego nam o tym nie powiedziałeś ?
-Chciałem sam się dowiedzieć dlaczego Poszukiwacze przeżyli ale bez niczyjej pomocy.
-Obiecaj ze nikomu nie powiesz dobra ?
-Dobrze kto jeszcze oprócz nas wie że Poszukiwacze przeżyli ?
-Ja Ty Diego Gorn i Vatras.
-A ten nowy kto to jest ?
-Nazywa się Curtis pomógł nam polować na zwierzynę i obronić się przed Poszukiwaczami.
-A czy on wie o Poszukiwaczach ?
-Wiem. Przerwał rozmowę Curtis.
-Curtis ? Co ty tu... Zapytał Bezimienny.
-Nie powiem nikomu obiecuję.
-A więc wszystko słyszałeś ? Zapytał Milten.
-Tak.
Nagle wbiegł Wilk i powiedział:
-Diego już zdrowy.
-Uhhh... co za szczęście. Powiedział Milten.
-No to pójdę zobaczyć jak się czuje.
Po chwili wszedł Vatras.
-Miltenie!
-Tak Vatrasie ?
-Zejdź tutaj muszę z tobą porozmawiać.
-Już schodzę.
-Ja idę do Beneta muszę go o coś poprosić. Powiedział Bezimienny.
-Benet.
-Tak ?
-Mam do ciebie taką sprawę otóż zostało mi jeszcze kilka buteleczek ze smoczą krwią i chyba 12 bryłek rudy i chciałem cię zapytać czy wykuł byś mi drugi taki miecz jak mam ?
-Oczywiście dla ciebie zrobię wszystko.
-Kiedy będzie skończony ?
-Przyjdź dziś wieczorem lub jutro rano.
-Aha dziękuje ci a prawie bym zapomniał krew i ruda są w mojej skrzyni.
-Dobra.
Bezimienny zszedł na dół do Vatrasa Miltena Curtisa i Gorna.
-O jesteś słuchaj Vatras doszedł do czegoś. Powiedział Milten.
-Co takiego ?
-Otóż jak zapewne wiesz Poszukiwacze to członkowie dawnego obozu sekty za czasów koloni każdy członek tej sekty nosił charakterystyczny amulet z wizerunkiem ÂŚniącego.
-I co związku z tym ?
-Otóż kiedy pokonałeś śniącego z amuletu Lestera zniknął wizerunek ÂŚniącego ale kiedy wróciłeś z rannym Diegiem Lester przybiegł do Vatrasa z amuletem dlatego że wizerunek ÂŚniącego wrócił na amulet.
-Co takiego ? Przecież wygnałem ÂŚniącego.
-Ale wrócił i nie spocznie póki nie zgładzi Wybrańca Innosa czyli Ciebie. Powiedział Vatras.
-To wyjaśnia skąd się wzięli Poszukiwacze.
-Musisz być ostrożny. Jeśli Poszukiwacze zawładną twoją duszą nie będę w stanie cię uleczyć chyba że...
-Mów dalej. Powiedział Bezimienny.
-Jeśli przyniósł byś mi pewien kamień mógłbym ci zrobić amulet dzięki któremu Poszukiwacze cię nie opętają.
-Gdzie znajdę ten kamień ?
-Właśnie nie wiem.
-Wiesz chociaż jak wygląda ten kamień ?
-Tak. Jest srebrno - biały i pośrodku ma małą kuleczkę.
-Aha dziękuje.
-No to czeka mnie długa droga.
-Nie pójdziesz sam. Powiedział Curtis.
-Pójdę z tobą.
-Dziękuje ci Curtis.
-Kiedy wyruszycie ? Zapytał Milten.
-Jutro z rana. Powiedział Bezimienny.
Następnego dnia dwójka przyjaciół poszli na poszukiwania kamienia po 3 godzinach szukania Bohater postanowił odpocząć.
-Curtis!
-Tak ?
-Odpocznijmy trochę.
-Dobra.
Bezimienny wyjął dwa jabłka, chleb i mięso upolowanego ścierwojada po około 40 minutach przyjaciele dalej szukali kamienia.
Po 2 godzinach szukania Curtis krzyknął:
-Mam!
-Zobacz to ten kamień!
-Tak to on!
-Zobacz tu są następne! Krzyknął Bezimienny.
-Razem jest ich 7 mieliśmy niezłe szczęście. Powiedział Curtis.
-Późno już jutro rano wyruszymy w drogę powrotną.
-Dobra.
Po około 20 minutach przyjaciele już spali następnego dnia Bezimienny obudził Curtisa zjedli śniadanie i poszli.
Wieczorem byli już przed statkiem kiedy weszli na pokład Vatras podbiegł do nich i zapytał:
-Macie kamień ?
-Tak aż 7. Powiedział Bezimienny.
-7 ? To niesamowite za chwilę zacznę robić amulety.
-Oczywiście nie musisz się spieszyć.
Bezimienny i Curtis po długiej drodze poszli spać.
Następnego dnia Bohater poszedł do Vatrasa i zapytał:
-Amulety gotowe ?
-Tak proszę oto jeden z amuletów.
-Co zrobisz z pozostałymi kamieniami ?
-Powiedz komu mam je dać.
-Hhhmmmm... Diegowi, Gornowi, Lee, Curtisowi...
Nagle przerwał Curtis.
-Ja nie chce amuletu.
-Co ? Dlaczego ?
-Dajcie amulet komuś innemu.
-Jak nie chcesz to nie twoja sprawa.
-Na kim skończyłem ? A już pamiętam jak Curtis nie chce to Benet, Torlof, Milten.
-Dobrze zanieś im te amulety. Powiedział Vatras.
-Oczywiście.
Bezimienny zaniósł wszystkim amulety a potem poszedł zjeść śniadanie razem z resztą przyjaciół.
-Fajny ten amulet. Powiedział Gorn.
-Dzięki niemu Poszukiwacze was nie opętają. Powiedział Milten.
-Fajnie. Powiedział Diego.
Nagle wbiegł Lester i zaczął wymachiwać swoim młotem i krzyczał jakieś dziwne słowa:
-Krush Gother Dor Trethod Wallerot Bragefael!
-Wilk oberwał z młota Lestera Gorn obronił się przed atakiem a Milten krzyczał:
-Co z tobą!?
Lester zaczął walczyć z Bezimiennym.
-Co ty robisz ?
-Nie możesz przeszkodzić w nadejściu mojego Pana!
-Co ?
Lester uderzył w brzuch Bezimiennego.
Bohater szybko wstał i uderzył mieczem w nogę Lestera ten przewrócił się na podłogę.
-Milten! Krzyknął Diego.
-Co ?
-Użyj czaru snu aby na Lesterze!
-Dobra.
Milten uśpił Lestera a Bezimienny spytał:
-Co Go dopadło!?
Nagle wszedł Vatras i powiedział:
-Nie wiem ale lepiej by było gdybym go zbadał.
-No to zanieśmy go do pokoju Vatrasa. Powiedział Gorn do Bohatera.
-Dobra.
Przyjaciele zanieśli go po czym Bezimienny spytał Maga:
-Możesz mi powiedzieć co znaczą słowa które wypowiedział Lester ?
-Jak one brzmiały ?
-Chyba tak: Krush Gother Dor Trethod Wallerot Bragefael.
-O nie.
-Co ?
-To oznacza że ÂŚniący lada dzień osiągnie swoją moc.
-Czyli...
-Czyli będziesz musiał go odnaleźć i zabić zanim osiągnie swoją maksymalną moc.
-Ale gdzie go szukać ?
-Chyba wiem. Wchodząc powiedział Milten.
-Zobaczcie to amulet Lestera świeci się zauważyłem że kiedy szedłem w stronę Twojej kajuty amulet coraz bardziej się świecił więc może zaprowadzi nas do ÂŚniącego.
-Możliwe. Powiedział Vatras.
-Więc daj mi ten amulet i wyruszam w drogę.
-Zaczekaj pójdziemy z tobą. Powiedział Diego, Gorn i Curtis.
-Dziękuje wam.
-No to Ja także z wami pójdę. Powiedział Milten
-Kiedy wyruszamy ?
-Jutro z samego rana.
-Dobra późno już więc idźcie spać. Powiedział Vatras
-No to idziemy jutro czeka nas trudna droga.
Następnego dnia piątka przyjaciół wyruszyła na poszukiwanie Demona amulet zaprowadził Ich do jakiejś jaskini kiedy tam weszli zauważyli dziwne napisy na ścianach i pełno kości szkieletów.
Szli dalej w końcu doszli do jakiś drzwi były zamknięte.
-I co teraz ? Zapytał Diego.
-Czekaj. Odp. Milten.
Przyłożył amulet do drzwi a te otworzyły się.
Nagle pojawiło się spora ilość ożywieńców przyjaciele zaczęli z nimi walczyć.
Kiedy uporali się z ożywieńcami na końcu korytarza stał czarny mag podobny do tego z dworu Irdorath Bezimienny podszedł do niego ten swoim przerażającym głosem powiedział:
-Jesteś nareszcie czekałem na ciebie.
-Kim jesteś ?
-Jestem wysłannikiem mojego Pana.
-Co cię sprowadza do tego świata demonie.
-Przybyłem tu aby Cię zgładzić kiedy mi się to uda mój Pan zwycięży.
-Kto jest twoim Panem ?
-Czy nadal musisz oto pytać ? zastanów się przecież wiesz kim jest.
-Czy twoim Panem jest ÂŚniący ?
-Tak ale jego moc jest tak potężna że nawet Ty nie będziesz mógł go pokonać.
-Jeśli nie zrobię tego Ja zrobi to ktoś inny a teraz walcz obślizgły gadzie!
Bezimienny rzucił się na Maga powalił go bez mniejszego problemu.
Za czarnym magiem były kolejne wrota Bohater otworzył je i ujrzał trzy piedestały.
-Co to jest ? Zapytał Gorn.
-Serca.
-Serca ?
-Serca ÂŚniącego jeśli je nie zniszczę w odp. czasie Demon wróci.
-Ale jak je zniszczyć ? Zapytał Milten.
-Kiedy w koloni walczyłem z ÂŚniącym musiałem wbić 5 mieczy ożywieńców w takie same piedestały.
-Ale skąd wziąć te miecze ?
-Tego nie wiem.
-Może w są tu jakieś komnaty z tymi ożywieńcami ?
-Możliwe.
-No to szukajmy.
Przyjaciele od kilku godzin szukają jakichś ukrytych komnat aż do momentu w którym Diego coś znalazł.
-Chodźcie tu!
Bezimienny, Milten i Gorn przybiegli do Diega.
-Co się stało ?
-Znalazłem jakieś drzwi.
Milten z Bezimiennym próbowali otworzyć wrota aż po kilku minutach same się otwarły nagle wyskoczyło z dwadzieścia szkieletów i kilku orków bo trudnej walce przyjaciele uporali się z ożywieńcami weszli do komnaty i na piedestale leżał miecz Bezimienny wziął go i powiedział:
-Może ten jeden miecz tylko wystarczy ?
-Możliwe jeśli chcesz mogę pójść z tobą zniszczyć te cholerne serca. Powiedział Curtis.
-Tak ale tylko we dwójkę pójdziemy jeśli się coś nie uda to przynajmniej oni kogoś ostrzegą.
-No to chodźmy.
Dwójka przyjaciół poszła do komnaty z sercami Bezimienny już chciał wbić miecz w pierwsze serce kiedy Curtis go zaatakował.
-Curtis co ty wyrabiasz?!
-Nie mogę pozwolić abyś zgładził mego Pana giń!
Kiedy Bezimienny walczył z Curtisem zaczęło świecić jaskrawe światło robiło się coraz większe aż Curtis wepchnął Bezimiennego w światło i Bohater nagle znikł.
-Gdzie ja jestem?! Jest tu ktoś?! Pomocy!
Ciąg dalszy nastąpi ?
MenThor:
Opowiadanie nie wciągnęło mnie w ogule. Brak w nim opisów a większość to dialogi, które są ważne, ale nie nalezy z nimi przesadzać. Co do fabuły to wszystko już gdzieś było. Na dodatek ta akcja tak się szybko dzieję, że nie mozemy się połapać co się stało wcześniej a tu już wyskakujesz z nowym zdarzeniem. W dobrym opowiadaniu czujemy zapach, słyszymy mrożące krew w żyłach odgłosy, widzimy piekny świat. Tutaj same fakty. Jedna rzecz mnie jeszcze rozbawiła, że akurat niewiadomo gdzie (byćmoże na drodzę) znaleźli akurat 7 kamieni! Bzdura. Powinni znaleźć jakieś wskazówki a kamieniep powinny znajdować się w jakimś określonym miejscu. N cóż, przynajmniej ci się chciało coś zrobić a to plus.
Moja ocena: 3/10
Oromis:
Nudne to jak Moda na Sukces nic się nie dzieje wszystko jest przewidywalne.
Błędów (najwięcej logicznych...) jest tyle, że musiał bym całe "opowiadannie" przekopiować do postu.
A opisów to już szkoda było ?
--- Cytuj ---Nagle Gorn Bezimienny Milten i Lester wybiegli ze swoich komnat aby zobaczyć co się dzieje.
Kiedy tam dotarli Ork wbijał miecz w klatkę piersiową Laresa.
--- Koniec cytatu ---
To mnie najbardziej rozbawiło .
Radzę Ci lepiej już nie pisz bo po prostu nie masz umiejętności i lepiej żeby ciąg dalszy nie nastąpił.
I oczywiście ocena : 1/10.
Thoro:
Nie dokończyłem czytać. Definytywnie szkoda na to czasu, pomijając już fakt że zdecydowana większość tego "opowiadania" to nudne dialogi. Właściwie nie ma co oceniać. Studiuj, dobre opowieści i wyciągnij wnioski.
Arthas:
Opowiadanie zupełnie mnie nie wciągnęło i nie stoi na dobrym poziomie. Prawie całe opo to same dialogi, których jest zbyt dużo, powinny się pojawić opisy itd. Akcja toczy się zbyt szybko i zbyt często schodzisz z jednego wątku na drugi, tak więc trudno coś zrozumieć z tego wszystkiego i się połapać. Niekiedy występują bezsensowne teksty np. o tym, że znaleźli aż siedem amuletów, czy o tym, jak ork przebił klatkę piersiową Laresa. Najgorsze jest jednak to, że nie zauważyłem nawet jednego przecinka, wszystko jest nałożone na siebie i brak tu jakiejkolwiek różnorodności i dobrej pisowni, która powinna być podstawą dobrej pracy. No cóż, przynajmniej włożyłeś w to opo trochę wkładu, jednak jest to chyba jedna z gorszych prac, jakie widziałem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej