Rangus obudził się. Wstał z łóżka - po wczorajszej bitwie był cały obolały. Jego skórzany pancerz nie nadawał się już do niczego. Miał liczne nacięcia spowodowane potężnym orkowym orężem i nie trzymał się zbytnio dobrze, odkąd miecz Fiska zrobił tą demolkę. Rangus rozebrał zbroję i cisnął pancerzem w kąt starego domostwa. Popatrzył na ostrze dziwnego oręża - ani zadrapania, nic! Młody skazaniec, wiedział, iż miecze wykute z magicznej rudy są potężnymi brońmi, lecz to, przekraczało wszystkie granice. To coś w tym obozie Orków ciągle go intrygowało. Co to było? Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Jednak nie mógł siedzieć w starym domostwie rozmyślając nad dziwnym orężem. Wyszedł z chaty w celu znalezienia Lasuara, by obaj wspólnie mogli się stawić u Diego. Zrobił kilka kroków w stronę placu targowego, lecz dostrzegł z boku swojego przyjaciela, wraz z przywódcą Cieni. Podszedł do nich i powiedział:
- Więc jak? Zostaliśmy już Cieniami?
- Tak, zbroje odbierzecie u Stoneda. Jest kowalem na dziedzińcu zamkowym. Możecie już tam swobodnie chodzić - powiedział Diego i bez pożegnania oddalił się
Młodzi Cienie skierowali się ku bramie, pilnowanej przez Thorusa. Milczeli. W końcu Rangus spytał:
- Powiedziałeś mu? Dziwnie się zachowywał
- Sam się dziwię. Chyba coś podejrzewa. W końcu twój miecz zafundował całemu Obozowi niezłe fajerwerki, każdy teraz o tym mówi
- Nieważne. I tak, co nam zrobi? Skoro Thorus, tak o mnie, albo o nas dba, to jesteśmy nietykalni. Teraz chodź po te zbroje. Moja stara się już nie nadaje
- Jak i moja
Przyjaciele szybko znalezli kuźnię. Gdy już tam dotarli, zobaczyli umięśnionego mężczyznę w stroju kowala.
- Ty jesteś Stoned? - zapytał Lasuar
- Tak, to ja, czego chcecie? - odpowiedział Stoned
- Jesteśmy nowymi Cieniami, przyszliśmy po zbroję - poinformował Rangus
- Hmmm, w sumie by was nie wpuścili, gdybyście nie byli kimś z Obozu. Dobra, poczekajcie - powiedział i skierował się do pobliskiej chaty.
Kiedy wrócił oddał ludziom Gomeza upragnione zbroje. Młodzi Cienie pożegnali się i rozdzielili. Rangus skierował się ku ciemnemu zakątku dziedzińca i przyodział pancerz. Rangus nie zapomniał o wydarzeniach, w ruinach muru, o tajemniczym liście. Sprawdził swoją kieszeń - tak, nadal miał ten tajemniczy zwitek papieru. Skierował się ku tajemniczej wieży. Miał tam znaleźć odpowiedzi. Tak uważał. Przed drzwiami spotkał strażnika. Skądś go znał.
- Hej, to ja, Jarvis - odezwał się znajomy
- A, tak. Zmieniłeś posterunek?
- Owszem. Widzę, że dostałeś się do naszych szeregów, chylę czoła
- I co się stało z tym dziwakiem?
- W pewnej chwili, kiedy się odwróciłem, wymamrotał jakieś zaklęcie i wyzionął ducha. Jeszcze jakaś kartka z niego wypadła, pisze na niej, że do ciebie, chcesz?
- Tak, daj mi ją, potem przejrzę - powiedział Rangus i wziął od strażnika zwitek papieru - Idę do Xardasa, mogę przejść?
- Jasne, tylko uprzedzam, że on nie jest zbyt gościnny czy rozmowny
- Przeżyję - uśmiechnął się Rangus i przeszedł przez próg wieży
Zrobił kilka kroków i rozejrzał się dokoła. Dostrzegł schody na górę i ruszył w tamtym kierunku. Po pokonaniu wszystkich stopni ponownie rozejrzał się po okolicy i tym razem jego uwagę zwróciły pobliskie otwarte drzwi. Powolnym krokiem skierował się w ich stronę. Przeszedł przez próg i natychmiast usłyszał za sobą głos:
- Co?! Kim jesteś?
- Jestem Rangus, nazywasz się Xardas, tak?
- Zgadza się, a teraz powiedz, czego chcesz?
- Przed wrzuceniem mnie do bariery, ktoś podrzucił mi list do ciebie.
- Dawaj go
- Proszę bardzo – powiedział Rangus oddając zwitek papieru
Xardas czytał list podnosząc brwi, spoglądając na przemian na Rangusa i na wiadomość. Stary mag ostatni raz „przejechał” oczami po zwitku papieru i wytrzeszczył je na młodego Cienia.
- To niemożliwe! Ty?! Jakim cudem?! Natychmiast precz!
Rangus zdziwiony reakcją starego maga od razu skierował się ku wyjściu z wieży. Kiedy był już poza wieżą szybko skierował się do swojej chaty i spacerując w jej wnętrzu wyciągnął list, który dał mu Jarvis. Otworzył go i przeczytał jego treść
Ty zaprowadzisz równowagę. Ty unicestwisz Innosa i Beliara, a w przyszłości odwrócisz się również od trzeciego Boga.
Rangus wytrzeszczył oczy. Zdenerwowany spacerował w tą i spowrotem. Po chwili uderzyła go wystająca belka. Zemdlał. Miał dziwne sny. ÂŚniły mu się dziwne rzeczy:
Dziwne komnaty, królewskie pałace, przeróżne sługi trzech bogów, posągi tych wysokich bóstw i on, który stał naprzeciw dziwnego, dobrze zbudowanego wojownika, od którego płynęła świetlana aura i starego maga, który przypominał mu Xardasa.
Wszystko, co miał w przyszłości unicestwić