Dragosami a rewolucjoniści francuscy pewnie mordowali tylko winnych ;D ? Zapomniałeś dodać, że inkwizycja nie mordowała niemowlaków nabijając ich na bagnety, natomiast o rzezi w Wandei wiedzieli wszyscy przedstawiciele władz którzy na ustach miały frazesy o wolności, równości, braterstwie i pewnie jeszcze tolerancji. Nie wrzucała do studni arszeniku i nie przeprowadzała planowej eksterminacji całych obszarów- oczywiście rewolucjoniści robili to w imię walki z ciemnotą. Poza tym panowie prześcignęli kilkakrotnie w ciągu krótkiego czasu "dokonania" świętej inkwizycji ( żebyśmy się dobrze zrozumieli nie popieram tego co robiła i nie będę tych działań usprawiedliwiał ). Nie sformowała 20 kolumn wojska który palił, gwałciły, mordowały wszystkich którzy pochodzili z Wandei, bez względu czy popierali rewolucję czy jej nie popierali. Jeden z bardziej znanych i wielbionych przez dzisiejszych liberałów: Danton, jako minister sprawiedliwości w czasie masakry więźniów we wrześniu 1792 roku (zamordowano 1340 osób), "wsławił się" wręcz haniebnym zachowaniem. Proszony o to, by jako minister, zapobiegł masakrom na więźniach, odburknął: Gwiżdżę na więźniów, niech się dzieje z nimi, co chce. Co więcej, później publicznie usprawiedliwiał popełnione rzezie mówiąc, że rozprawiono się wyłącznie z tłumem konspiratorów i nędzników. I dodawał: "Chciałem, by cała młodzież paryska przybyła do Szampanii splamiona krwią, co dałoby mi gwarancję jej wierności. Chciałem oddzielić ją od emigrantów rzeką krwi (...)" .Faktycznie, haniebnie "splamiony krwią" był sam minister sprawiedliwości, Danton, tolerujący rzezie setek niewinnych osób (w tym około 300 księży). ÂŚwięta Inkwizycja nie planowała jak niektórzy liberałowie np: Jean Baptiste Carrier eksterminacji części ludności tylko dlatego że brakowało żywności. Stwierdził on że: Francja nie może wyżywić swojej zbyt licznej ludności, ażeby zaś temu zaradzić, należy wytępić księży, szlachtę i mieszczan. Takie pomysły nie wpadły do głowy nawet ÂŚwiętej Inkwizycji
Co do kwestii: dowodu na istnienie Boga, zgodzę się z Isentorem że nie da się podać namacalnych dowodów na Jego istnienie, ale również nie można jednoznacznie stwierdzić że Go nie ma. Więc proponowałbym pominąć tą kwestię bo każdy ma swoje odrębne zdanie i raczej nikt nie ma takiej wiedzy by przekonać kogokolwiek. A to czy istnieje Bóg czy nie istnieje to już kwestia naszej wiary lub jej braku. Ja wierzę że istnieje Bóg Wszechmogący, który pewnego dnia straci cierpliwość do nas i wtedy niektórzy z zapiekłych ateistów zaczną się modlić. Znamy w historii takie przypadki gdzie osoby które pogardzały religią i kościołem, a nawet go zwalczały, pod koniec życia stawały się żarliwie religijne np. Julia Brystygierowa "Krwawa Luna" która zarządzała w czasach stalinowskich w Polsce Departamentem V który zwalczał Kościół. Z postaci bardziej chlubnych można przypomnieć Czesława Miłosza czy Jacka Kaczmarskiego którzy mówiąc delikatnie mieli niechętny stosunek do religii, a pod koniec życia nawrócili się.