Mówiąc szczerze nie miałem na tyle samozaparcia, żeby dokopywać się do początku waszego sporu, także przepraszam, jeżeli wtrącę coś, na czego temat dyskusja już trwała.
Moja rodzina nigdy nie wymagała ode mnie rygorystycznego ustosunkowania się co do wierzeń, dlatego być może nadal jestem w jakiegoś typu rozterce. W chwili obecnej nie potrafię i nie chcę określać się po żadnej ze stron - szanuję wierzących i wiarę, za jej zdolność wpływania na ludzi, za jej potężną filozofię, która w większym, lub mniejszym stopniu przyjęła się na całym świecie. Mimo tego jest jeden powód, dla którego nie sprecyzowałem swojej wiary - brak powodu, dla którego miałbym wierzyć w istnienie sił wyższych. Codziennie jesteśmy świadkami tego, jaką siłę ma losowość - to jakich słów użyjemy w wypowiedzi, czy to, że jutro będzie padał śnieg z deszczem jest właśnie jej skutkiem. Genezą wszelkich wierzeń jest zagadnienie złożoności i precyzji tego świata, bo wydaje się on niewykonalny drogą losową.
W co więc wierzę? W nic - staram się nie wtrącać w spór o wiele ode mnie mądrzejszych ludzi. ÂŻyję tym, co mi dano, cieszę się każdym dniem, tym, że mam przyjaciół, że codzienność jest czymś tak pewnym, jak istnienie Słońca, albo że potrafię się zakochać w innej osobie, poświęcając jej siebie, to wszystko bez względu na istoty tych zjawisk jest dla mnie powodem do uciech, to do niej się przecież wszystko sprowadza, prawda?