Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czorna flaga
Karczmarz:
- Aha. Mruknął. - Nazwał mnie pizdą i tanim szpiclem, bo kazałem gnojkowi zapłacić. To on zamawiał, no i tak. Walnął swojego - już - kapitana.
Kapitan Hawkins:
- Kurwa mać... Hawkins nie krył zażenowania. - Co masz na swoją obrone Hectorus?
Hectorus:
- Oczywiście, że tak. Po pierwsze zarzucam kapitanowi Hagmarowi kłamstwo. Nie wypił piwa z uwagi na żart, ale ze względu na chęć poniżenia mnie w związku z faktem, iż nie odpowiadał mu mój sposób prowadzenie rozmowy. A skoro tak, to była to zwykła kradzież. Czy uderzyłem kapitana? Owszem. Sądziłem, że uda mi się to załatwić jak między mężczyznami, i że po moim uderzeniu kapitan zrozumie, iż przekroczył granicę. Niestety, kapitan postanowił naruszyć moje prawa jeszcze bardziej i zamiast przeprosić za błąd dotkliwie mnie pobił. W tym momencie miałem do wyboru dwa wyjścia: albo oddać mu jeszcze mocniej, albo skierować sprawę do sądu. Uznałem, że skierowanie sprawy do sądu pozwoli zażegnać spór i wyznaczyć kapitanowi formę zadośćuczynienia za moją krzywdę. A jeżeli chodzi o karczmarza Hektora, to również przyznaję, iż w gniewie znieważyłem go tymi słowami, aczkolwiek pragnę podnieść, że karczmarz prowadzi swój interes nieuczciwie, jako że każdy szanujący się przedsiębiorca w momencie, w którym widzi iż na jego terenie jego klient jest okradany, wymagałby zapłaty od złodzieja, a nie okradzionego. W związku z powyższym uważam się za osobę niewinną. - Hectorus wygłosił mowę obrończą.
Kapitan Hawkins:
- Kłamstwo? To tylko twoje słowo przeciw słowu kapitana. Hagmar miał prawo sie bronić. Hektor jak to wyglądało?
- No kapitan mu zara z oddał, szybkim ruchem złapał szczyla za kołnierz koszuli i nie bacząc na cieknącą nieco z nosa krew cisnął nim o słup. Podszedł, podniósł i walnął raz jeszcze w brzuch. Nie dając możliwości oddania. Dobył szabli, podstawiając ostrze do gardła kmiecia. I tyle.
- Czyli rozwiązaliście to po męsku. A i uszczerbku na zdrowiu nie widze. Wstał, podszedł do szafy i zabrał Codex.- - Przegrałeś i z płaczem pobiegłeś naskarżyć. Podniosłeś łape na kapitana, na neutralnej ziemi, nie wyzywając na pojedynek. O pierdolone piwo. Gdyby z takim gównem przychodził tu każdy, to bym się kurwa nie miał czasu wysrać! Złamałeś dwie podstawowe zasady. Podniesienie ręki na kapitana, nie wyzwwanie go na pojedynek. Zarzuty wobec Karczmarza zaś... To jest Garuga dzieciaku! Ty się spodziewałeś czego? Uczciwych i bogobojnych ludzi? Ryknął śmiechem. - - Hagmar, co odpowiesz.
Hagmar:
- Że nie mam nic do powiedzenia, bo jak niby mam udowodnić że nie kłamie? I faktycznie był to żart? Rozłożył ręce w geście bezradności. - Ja mu nawet chciałem kupić nowe, no ale prędzej dostałem od agresywnego dzieciaka w morde. Oddałem, nie uszkodziłem go. Urazy nie mam, nawet pozwalam mu płynąć ze mną.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej