Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Co robimy w ukryciu
Samir:
- Urodziłem się w Ishgar, słońca widziałem i odczułem dość na kilka żywotów ponad własny. Chodźmy do tego twojego loszku, jestem pewien że nie znajdę tam żadnych pejczy ani huśtawek - odparł Samir i wstał, gotów do drogi.
Dragosani:
- Zawsze jakoś nie przepadałem za Ishgarem. Bez urazy, ale jakoś mnie odrzucał tamten rejon świata. - Dragosani wyszedł z gabinetu i poprowadził Samira korytarzem. - I nie martw się, poleciłem aby loszek został wysprzątany. Zostało tylko krzesło z pasami. Standard - podchwycił żart. Wszedł z boczny korytarz i otworzył jedne drzwi. Za nimi były kręte schody, prowadzące w dół. Było tam ciemno. Za drzwiami na ścianie, na niewielkiej półce stała mała latarenka i krzesiwo. Wampir sprawnie ją zapalił i podał Samirowi. Sam nie potrzebował światła. Wskazał maurenowi zejście na dół. I gdy ciemnoskóry tam spojrzał z dołu powiał zimny, przeszywający kości do szpiku, przeciąg. Jak gdyby sama śmierć wołała go z dołu.
Samir:
Podziemia pałacu nie zawiodły oczekiwań Samira. Wszak zamieszkiwał go wampir, niejako wymogiem było posiadanie rozległego kompleksu kazamatów. Mauren spokojnym krokiem schodził w dół, przyświecając sobie schody nikłym blaskiem kaganka, choć przywykły do mroku, zabójca czuł że zagłębiał się w prawdziwą, nieprzeniknioną ciemność. Odetchnął głębiej i szedł dalej, nie zwalniając.
Dragosani:
Zeszli na dół i od razu zrobiło się zimniej. Dragosani bez słowa wyminął Samira i skierował się wzdłuż mrocznego korytarza. Mimo mroku, chłodu i bardzo nieprzyjemnej atmosfery korytarz zdawał się być zadbany. Samir nie widział pajęczy, ani kurzu. Dragosani musiał często przebywać w podziemiach. Bogowie wiedzą jak rozległych. Antares poprowadził maurena do drewnianych drzwi, które otworzył. Za nimi znajdowała się niewielka sala. Pod ściana był stół i krzesło. Na stole leżał sztylet i stał kielich. Po przeciwnej stronie od wejścia znajdowały się inne drzwi. Zamknięte. Zaś na samym środku komnaty stało ciężkie, drewniane krzesło, solidnie przytwierdzone do zimnej, kamiennej podłogi. Na nogach i poręczach miało grube, skórzane pasy.
Samir:
- Widzę nie kłamałeś z krzesłem - mruknął Samir - Jest niezbędne? - dopytał jeszcze i rozejrzał się dyskretnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej