Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test Kruka #40
Mohamed Khaled:
- Jasna sprawa - odpowiedział bez skrępowania i także ruszył do pomocy staruszkowi. - Trzeba sobie pomagać, nieprawdaż?
- A prawdaż, prawdaż panowie! - rzekł uradowany mężczyzna. - A wy dokąd, panocki? Sądząc po waszym uzbrojeniu toś wy jakie weterany, bądź poszukiwacze przygód! Och, pamiętam jak ja byłem w waszym wieku... - rozmarzył się. - Siekaliśmy wrogów pod Ekkerund przy buncie suczego syna Khera, walczyliśmy w każdej bitwie przeciw rebelii! Ach, co to była za wojaczka! Kiedyś to było, panowie, mówię wam! Człowiek stawał przeciw człowiekowi, a nie przeciw jakimś pomiotom. Brr, ostatnia wojna przyniosła wiele złego, co? - zadumał się. - Mi niestety nie było dane walczyć. Wiek już nie ten, w krzyżu łupie, noga już nie tak sprawna jak dawniej, a i sił brakuje by miecz i tarczę utrzymać...
DarkModders:
Nie zwlekali ani chwili. Uwijali się jak małe pszczółki wrzucając na furmankę worki i skrzynie, które miał ze sobą staruszek. Skrzętnie, w miarę możliwości, ustawiał je tak aby wyglądało schludnie i nie zajmowało zbędnie wolnego miejsca, które można było jeszcze wykorzystać.
Kaleki jaszczur do perfekcji opanował podnoszenie ciężkich rzeczy jedną ręką. Co jakiś czas musiał jednak korzystać z pomocy Mohameda. Sam nie byłby w stanie podnieść ciężkich skrzyń.
Cały towar, po dobrej chwili, leżał już zapakowany na wozie. Staruszek mógł ruszać już w droge spokojnie.
- Zgadza się, z wojaczką od dobrego czasu mamy sporo wspólnego. - odpowiedział staruszkowi. - Wraz z kolegą dobrze pamiętamy ostatnią wojne jak i walki o Zuesh. To właśnie tam w starciu z demonami straciłem swoją lewą rękę. Od tego czasu staram się za każdym razem rekompensować sobie jakoś jej brak. I na tą chwilę idzie mi nawet całkiem dobrze. - mówił.
Oparł się o wóz przecierając zabrudzoną dłoń.
- Paskudna to była wojna, wiele złego przyniosła i wiele istnień również zabrała. Niestety, takie już mamy niespokojne czasy, że często przychodzi nam tracić życie w imię Ojczyzny. A co do podróży. - zamilkł na moment i spojrzał na Mohameda. - Podróżujemy do jednego z tutejszych paniczów aby powspominać stare, dobre czasy. Niestety, mieszka kawałek stąd a my nawet nie mamy czym się do niego dostać.
Mohamed Khaled:
- A to panocki, wybierajcie się ze mną! W drodze do mego domu jest tylko jeden taki dworek więc obstawiam, że to ten wam chodzi! - zaśmiał się serdecznie. - Już kończymy załadunek, więc jeszcze kilka chwil i będziemy mogli ruszać. Cza sobie pomagać, nieprawdaż?
I tak faktycznie było. Reszta załadunku minęła wszystkim na wspominkach starych czasów, żartach i oczywiście pracy, a gdy wszystko zostało już zapakowane na wóz ruszyliście z miasta. Do dworku zostało wam jeszcze co najmniej półtorej godziny drogi, a staruszek jakby nieco przycichł zajęty doglądaniem okolicy z obawy przed rabunkiem. Choć chyba nie miał podstaw do obaw, skoro podróżowali z nim dwaj wojownicy, co z niejednego pola bitwy wyszli.
Mohamed usiadł niemal na samym końcu wozu i zapalił fajkę, spoglądając niemrawym spojrzeniem na znikający za nimi horyzont. Był wyjątkowo cichy, w ręce gładził ukryte ostrze, które przed chwilą wysunął z karwasza.
DarkModders:
Cały załadunek poszedł im wyjątkowo sprawie. Wszystkie rzeczy i towary starca leżały już na wozie. Jaszczur oparł się o burtę przecierając dłonią spocone czoło. Westchnął głęboko i spojrzał żyeczliwie na starca, który zaproponował im wspólną podróż.
Nareszcie, oto nam chodziło. - powiedział do siebie w myślach.
Wskoczyli na wóz i ruszyli w drogę.
Na wozie panowała nie przerwana cisza. Można było usłyszeć nawet najcichszy świergot ptaków. Szeklan siedział oparty o wóz co rusz przyglądając się okolicznej faunie i florze, którą już chyba znał na pamięć. Taki stan rzeczy sprawiał, że wojownik co rusz przymykał powieki aż wreszcie zasnął. Nie był pewny do końca, czy przypadkiem nie zaczął chrapać.
Mohamed Khaled:
Po niespełna dwóch godzinach dotarliście w końcu pod dworek, który był waszym pierwotnym celem. Mohamed szturchnął Szeklana w celu rozbudzenia, gdy przyszło im się pożegnać z staruszkiem, po czym zeskoczył z wozu i stanął przed bramą wjazdową.
Dworek, choć nieco zaniedbany, nadal sprawiał wrażenie magicznego, czarującego, z pewnością pilnowanego przez dokładną rękę kobiety. Wskazywać mogło to między innymi podwórko w okół domostwa, w pełni zasadzone różnorakimi kwiatami i drzewami, które nadawały miejscu szczególnego blasku. Kruk aż pokusił się o delikatny uśmiech gdy rozejrzał się po okolicy. Cicho, spokojnie, idealne miejsce na starość.
- Gotowy? - zapytał cicho, przestępując bramę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej