Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Tyrr i jego pieniądze

<< < (5/21) > >>

Rengar:
Kruk przytaknął choć nie mógł powiedzieć że mu się to miejsce podobało, ot zwykła osada. Na rynku mocno w nos wwiercał się zapach ryb, i tych świeższych i tych odrobinę mniej. Wtedy to Watu zdał sobie sprawę że nie lubi ryb. -Dokąd teraz ?- Zapytał

Hagmar:
- Do kanałów. Odparł. Było to niezbędne w takiej osadzie jak ta, która została wzniesiona tuż nad brzegiem. Kanały pomagały odprowadzić wodę która podczas przypływów mogła zagrażać mieszkańcom ale również pełniło funkcje odprowadzania deszczówki. Samo wejście zostało umieszczone nieopodal portu i wybudowane całkowicie z kamienia, nie wiedząc czemu często paliły się nad wejściem pochodnie mimo że rzadko był jakikolwiek sens odwiedzać to miejsce gdyż działało doskonale. Wchodząc trochę dalej, w powietrzu dało się wyczuć smród odchodów, co było znakiem że kanały działały źle, starego prania i o dziwo delikatny zapach dymu. Idąc wgłąb wąskimi korytarzami kanałów, dało się dostrzec na skrzyżowaniu jeden korytarz, korytarz inny niż pozostałe, jakby dobudowany. Była to kryjówka oraz baza wypadowa Piratów z Garugi. Raczej na próżno było się spodziewać że Kapitan Hawkins zerknie do takiej małej kryjówki jednak inne ekipy często korzystały z tej bazy. Idąc specyficznym korytarzykiem po chwili dostrzec można było dym tytoniowy oraz swąd taniego rumu, a do uszu docierała nie najcichsza rozmowa dwóch piratów, a dokładniej to kłótnia o wynik gry w karty. Wynika z tego że zostawili kilku ochroniarzy, ale czego pilnują ? Czy został tu ich łup ? Kto wie, nikt o zdrowych zmysłach bliżej by nie podszedł.  Oni weszli, zapach gówna ustał. Dwaj strażnicy spojrzeli na nich.
- My z "Gniazda", do szefa. Watu, pokaż dowód. Hagmar liczył że Watu kapnie się że chodzi o ukryte ostrze, albo katane.

Rengar:
Watu pomyślał że wystarczy arafatka którą miał na twarzy, jednak chyba ich to nie przekonało więc Watu wystawił dłoń w kierunku botów strażników i wykonał gwałtowny ruch nadgarstkiem, co spowodowało widowiskowe wystrzelenie ostrza.

Narrator:
Pierdafatka. Arafatke nosić to mogła i babcia Joachima. Jeden ze strażników poszedł po szefa znikając w innej części kanałów. Wrócił z szefem, człowiekiem tak przeciętnym z wyglądu że bardziej się nie dało.
- W sprawie Ingmara?

Rengar:
- Dokładnie tak - odpowiedział kruk pociągając w odpowiednim miejscu co sprawiło schowanie ukrytego ostrza.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej