Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzinne interesy
Raymund:
Przeszło mu przez myśl, czy nie chwycić ręki tejże kobiety i jej nie ucałować, przemyślał to jednak jeszcze raz i zrezygnował z pomysłu. Wcale szybko.
- Ależ droga damo, tego właśnie szukam! Gdzie mogę zacząć być pomocny? - dopytał, rozglądając się wokół.
Dragosani:
- A nawet i od razu - odparła kobieta. Rozejrzała się. - Gdzie ten nicpoń... - mruknęła do siebie. W końcu dojrzała chyba to czego szukała. Albo raczej kogo szukała. - Rudolf! - zawołała. Z tłumu młodzieży wyszedł niechętnie równie młody chłopak. Miał na sobie zielono-czerwone ubranie, chroniące go przed mrozami Hamis. Miał też czerwony nos, świadczący, że i tak czuł mróz. Albo po prostu pił.
- Tak, jestem - powiedział. - Wybaczy, pani ale... - zaczął sie tłumaczyć.
- Nieważne. Zaprowadź tego tu młodzieńca do domu naszego pana. I potem migiem wracaj! - Pogroziła mu pięścią. Rudolf skupił się. Potem spojrzał na Raymunda i z uśmiechem kiwnął głową, aby ten poszedł za nim.
Raymund:
Raymund nie komentował, ukłonił się kobiecie, podziękował serdecznie i odwrócił się w stronę Rudolfa Czerwononosego. Kulfon miał faktycznie nieco podkoloryzowany, jakby bawił się przyborami do makijażu Pani Drobymąć.
- Nie zwlekajmy, Rudolfie.
Dragosani:
Więc nie zwlekali. Młodzik, ewidentnieczymś podekscytowany, poprowadził Raymunda przez dzielnicę starego miasta do dzielnicy mieszkalnej. Konkretnie do dzielnicy obywateli. Znacznie się ona różniła od Podgrodzie, gdzie to mieszkał Raymund. Była... zwykła. Po prostu. Normalne domostwa przeciętnych obywateli. Ni to jednoizbowe chałupy, ni wielkie wille. To tutaj żyła większa część mieszkańców Efehidon. Rzecz jasna co niektórzy obywatele musieli pokazać swoją majętność. Tak też było w przypadku nowego pracodawcy Raymunda.
- To tutaj - powiedział Rudolf, wskazując na jeden z domów. Budynek prawie że bardziej pasowałby do dzielnicy szlacheckiej. Była to bogata willa otoczona ogrodem. Bramy były otwarte. Przed samym domostwem zaś panowała krzątanina. Tego można było się spodziewać. Ludzie, zapewne służba, pakowali różne sprzęty na wozy stojące przez willą. Rudolf wprowadził Raymuda na teren posesji i podszedł do mężczyzny stojącego przy jednym z wozów. Najpewniej osoby nadzorującej załadunek.
- Panie Bronku, tutaj mam nowego pracownika - powiedział podchodząc. Pan nazwany Bronkiem spojrzał na Raymunda.
- Chuchro nieco, ale pewnie się na coś nada. Jak widzisz mamy tu w chuj roboty. Pan Brodymąć chce jak najszybciej się stąd wynieść. Imię jakieś masz? - zagadał do nowego pracownika.
Dragosani:
WYPRAWA ZAMKNIĘTA Z RACJI NA BRAK AKTYWNOŚCI GRACZA
Nawigacja
Idź do wersji pełnej