Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzinne interesy
Narrator:
Strażnicy w mig dostrzegli wrodzoną prawość, szlachetność i cnotę charakteru Raymunda, toteż chętnie zabrali go ze sobą i raźno maszerowali do strażnicy. Franek, słysząc pytanie, ożywił się lekko i spojrzał na ciebie.
- Nu, pewnikiem on złodziej jest, torbę pełną fantów ma przecie - powiedział i szturchnął prowadzonego elfa pod żebro, najwyraźniej boleśnie, bo ten jęknął cicho - Pochwal się no, co żeś ukradł?
- Ja nic nie ukradłem! - wydarł się nagle złodziej - To jest jakaś potwarz i napaść na uczciciwego obywatela! Ja tego tak n... - ostatniego zdania nie dokończył, bowiem Franek huknął go opancerzoną pięścią w splot słoneczny, pozbawiając elfa oddechu, po czym sięgnął po odzyskaną torbę i pokazał ją Raymundowi
- Patrzy sam, nie dość że złodziej to durny jeszcze... - Franek splunął i otworzył torbę, w której znajdowała się zastawa, na pierwszy rzut oka zwyczajna, tania, cynowa zastawa. Ewidnetnie nic co byłoby warte kradzieży, pościgu i straconych zębów, nie mówiąc już o karze która nieuchronnie się zbliżała.
Raymund:
- W to ktoś zgłosił, że on ukradł, czy żeście założyli, że tak zrobił, bo biegł?
Narrator:
- Za darmo byśmy go nie gonili, jak to tak - obruszył się nie bez kozery strażnik - Właścicielka owej zastawy zgłosiła kradzież, odnaleźliśmy łotra i podjęliśmy pościg. A że postanowił nam wszystkim życie utrudnić i uciec to cóż, nie poradzimy - dodał jeszcze i wskazał wysoki budynek przed który właśnie dotarliście. Małe, wąskie okna i grube mury zdradzały z miejsca iż staliście przez strażnicą - Zapraszamy do środka.
Raymund:
- A nie, wiecie, tak tylko sprawdzam... - powiedział, puszczając oczko strażnikowi. Wszedł, a jakże, przestępując przez próg i wchodząc do budynku.
Narrator:
Wnętrze było utrzymane w tym samym surowym, szorstkim wręcz stylu, przywodzącym na myśl klasyczny, myrtański brutalizm - proste kąty, masa kamienia, żadnych zdobień, całość prezentowała się dokładnie tak jak powinna się prezentować strażnica. Jeden z gwardzistów wskazał ci pomieszczenie z prawej, zapraszając cię do wejścia, Franek zaś szarpnął gwałtownie więźnia i pociągnął go za sobą do loszku. Prawdopodobnie, gdyż wkrótce zniknął ci z oczu.
- Zatem, obywatelu - zagaił strażnik i zaczął wypisywać bliżej nieokreślony dokument - Za pomoc organom prawa i sprawiedliwości w ujęciu niebezpiecznego dysydenta przysługuje nagroda w wysokości 150 grzywien. Proszę pokwitować we wskazanym miejscu - podsunął ci pergamin - Jeśli nie umiecie pisać wystarczą trzy krzyżyki - dodał po chwili, poniekąd zezując na twoje obsrane nogawki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej