Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Echa przeszłości III - Arsil
Nawaar:
Mauren i krasnolud dotarli do lokalu, który nadal miał nazwę właściciela nad wejściem. Lokal jak to portowy może i szału nie robił, ale podstawowe potrzeby szło załatwić tak samo jak i czegoś się dowiedzieć. Wokół lokalu było pełno maurenów jak i innych marynarzy z kontynentu, bo na zewnątrz również można było zasiąść i sobie wypić oraz porozmawiać. Brodacz i ciemnoskóry weszli do środka budynku za ladą, o dziwo stał młody śniady mężczyzna a nie sędziwy człowiek, którego spodziewał się Nawaar.
- Słuchaj zajmij stolik ja zamówię tutejsze przednie piwo.
Nawaar podszedł do szynkwasu.
- Dzień dobry. Poproszę dwa najlepsze piwa jakie pan ma. Chciałbym również zapytać czy mogę widzieć się z twoim ojcem Marr?
Śniady mężczyzna dopiero dopatrzył się starego znajomego, gdy ten odezwał się do niego po imieniu. Jednak widok Nawaara nie napawał go radością.
- Nie żyje i to przez ciebie. Pomógł tobie zwiać i taki marny los go spotkał.
Ciemnoskóry zamilkł i mina mu nieco zrzedła, bo spodziewał się odnowić stare przyjaźnie, a tu masz ci los.
- Przykro mi nie wiedziałem, ale możesz przysłużyć się do śmierci twojego ojca. Powiedz komu trzeba, że widziałeś mnie na valfdeńskim statku, ale dopiero jak odpłyniemy. Chcę, żeby napadali mnie u mnie, że tak powiem. Wtedy po nitce do kłębka się dojdzie, ale ja już wiem kto nasłał na twego ojca zabójców. Mój wuj.
Rozmowa odbyła się od razu, bo nie miał ochoty oglądać rozżalonego przyjaciela, któremu dopiero co rany się zabliźniły. Najważniejsze było to, że obyło się bez gapiów i komentarzy, że gdzieś sobie idą rozmawiać zmniejszy to również podejrzenia na Marrze, jednakże on się nie odezwał i dał tylko dwa piwa, o które wcześniej poprosił Nawaar.
Młody kruk udał się do krasnoluda z nieco nieciekawą wiadomością, ale cóż można było się spodziewać, że niekoniecznie się zgodzi, ale póki nie wzywał również straży, co dawało ciemnoskóremu do myślenia, że jeszcze jakoś stare czasy tkwią w sercu śniadego mężczyzny. Jeszcze jest szansa, że na ulicy go rozpoznają i rzucą się na Nawaara jak muchy na gówno, ale póki co pośród "obcych" mógł czuć się nieco bezpieczniej.
- Trzymaj najlepsze jakie mają. Porównaj je z tym Virh.
Zasiadł na przeciwko brodacza samemu popijając sobie piwo.
Melkior Tacticus:
- Wiesz Selim, jesteś typową gnidą. Która sprzeda tych orków gdy tylko opuszczą statek. A Sułtan... o niczym się nie dowie. Nienawidzę korupcji. Podał mu klucz wyciągnięty z szuflady. - To będzie miało konsekwencje. Gwarantuje ci to. Mauren po słowach elfa wyszedł.
Domenik aep Zirgin:
- Nawet dobre, bo darmowe. Powiedział po wypiciu połowy kufla. - Minę masz nietęgą, coś cue trapi?
Euthnoelfhijnd:
Warcisław skierował wzrok na Melkiora i mocno gestykulując, zaczął krzyczeć do niego z wyrzutami:
- Melkiorze, Ty?! Naprawdę?! I Ty śmiesz mnie pouczać o moralności i szacunku do innych, kiedy faktycznie sprzedajesz żywe istoty skorumpowanemu isgharskiemu urzędnikowi? Wydajesz ich wbrew postanowieniu Sądu Najwyższego Valfden?! Kiedy wrócimy do Valfden, nie wyobrażam sobie, abyś nie stanął przed sądem. W tym momencie stałeś się po prostu zwykłym przestępcą!
Melkior Tacticus:
- Co? Ja stwierdzam fakty kurwa mać! - Ryknął - Co niby mam zrobić!? Otworzył drzwi od kajuty by Warcisław mógł zobaczyć trzydziestu Isgharskich żołnierzy wchodzących na pokład. - Mam stawiać opór? Dać się aresztować albo zginąć? On tu rządzi, sułtan nigdy nie dowie się o tym bo kto mu powie?! Ty? Ja? Zanim trafisz do pałacu ci orkowie zostaną sprzedani. A jedynym dowodem będą słowa trzech Valfdeńczyków. Gdyby nie konieczność pobytu tutaj i napraw to kazałbym Selimowi spierdalać z mojego statku i odpłynął! Podszedł do sędziego, stanął blisko przytłaczając go swą postawą. - Nie groź mi. Nigdy więcej. Nie była to groźba, a nawet to te nie były karalne. Była to przyjacielska rada. Tacticusom się nie grozi. Można wtedy na przykład - zupełnie przypadkiem - wypaść za burtę po środku oceanu, zaplątanym w łańcuch od kotwicy. Można też umrzeć na tysiąc i jeden innych sposobów, wystarczy słowo. Odsunął się od Warcisława, wskazał mu i Kazmirowi drzwi. - Wyjść, wszyscy!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej