Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ostateczna zemsta!
DarkModders:
Pozostałą trójkę udało się szybko otoczyć. Zamknięci w martwym punkcie nie mieli już żadnych szans. Dysząc ze zmęczenia stali obok siebie wpatrując się w jaszczura i oddział Czarnych Kapturów. Ci zaś otoczyli ich szczelnie, nie dając możliwości ucieczki. Baron stał po środku nich. Czekali tylko na rozkaz, byli rządni zemsty za śmierć swoich towarzyszy niedoli.
- Załadować pistolety. - rzucił krótki rozkaz tępo wpatrując się w wojowników. Żołnierze momentalnie sięgnęli po broń palną. Pistolety skałkowe tylko zazgrzytały. Powoli unieśli broń w kierunku skazanych na śmierć i oczekiwali kolejnego rozkazu, tym razem już do egzekucji. Jaszczur nie kwapił się aby w szybki i humanitarny sposób pozwolić im odejść na łono Rashera. Mocniej zacisnął dłoń na rękojeści szabli i unosząc ku górze dał im jednoznaczny rozkaz do strzału. Żołnierze, jak jeden mąż, wypruli z pistoletów swoje kule przeszywając na wylot ciała nieszczęśników. Było już po wszystkim. Zapanowała głucha cisza, jedynie w powietrzu unosił się swąd spalonego prochu i zapach krwi.
Po wszystkim wytarł swoją szablę w zwłoki jednego nieszczęśnika i zabrał się za uważne przeszukiwanie ciał. Oczekiwał, że znajdzie przy jednym z nich chociaż jedną, ważną informację. Teraz wiedział już jedno, pozbyli się zagrożenia od strony morza i wytłukli ćwierć żołnierzy wroga.
Narrator:
Nic przy ciałach nie było.
DarkModders:
- Cholera, nawet złamanego grosza nie mają przy sobie. - rzucił wściekle w eter. Był zły, liczył na to, że znajdzie przy nich coś ciekawego. Mylił się i to porządnie.
Wolnym i ospałym krokiem odszedł od ciał i ociężale usiadł na deskach przy samej burcie. Chciał na moment odpocząć i pozbierać myśli. Trzeba było przygotować się mentalnie na dalszy ciąg walki, tym razem już na lądzie.
Narrator:
Część załogi zajęła szebekę. Oba statki płynęły dalej.
DarkModders:
W międzyczasie pomógł załogantom w uporządkowaniu statku. Zwłoki, na rozkaz Siwobrodego, wyrzucono po za burtę. W tej kwestii nie miał żadnych skrupułów. Po wszystkim usiadł wygodnie na pokładowej ławce i zaczął przygotowywać swój sprzęt do nadchodzącej walki. Skrzętnie wziął się za polerowanie srebrnej szabli, o którą dbał jak o własne dziecko. Wszystkie zabrudzenia ściągał lnianą szmatką, którą nosił w sakiewce z pieniędzmi.
Miał jeszcze sporo czasu do namysłu. Zastanawiało go to, jak wezmą najeźdźców z zaskoczenia. Teraz, kiedy mają dwa statki, cała batalia wydawała się być prostsza. Nic mylnego! Zdobycie ich fortu będzie nie lada wyzwaniem zważywszy na to, że mogą ich powystrzelać z łuków jak kaczki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej