Zgodnie z doskonale przemyślanym i logicznym planem Samira doszło już nie do mordobicia, a zwykłej walki na śmierć i życie. Mauren dokładnie na to liczył. Katana z sykiem wysunęła się z pochwy, gdy zabójca przeszedł z walki na pięści na rąbanie na śmierć i życie. Gładkim, płynnym ruchem zablokował pierwsze cięcie żołdaka i wyprowadził własną serię cięć. Nadział się jednak na morderczą kontrę, z trudem uchylił się przed cięciem i cofnął za stolik. Nie docenił oponenta, zakuty w szarą rudę strażnik był o wiele lepiej wyszkolony niż Samir się tego spodziewał. Nie zamierzał tracić niepotrzebnie sił, zwłaszcza że obok zbliżał się do niego drugi strażnik, zamierzając się groźnie własnym ostrzem. Mauren czuł się pewnie w swoich szermierczych zdolnościach, ale nie miał zamiaru tępić katany na zbrojach. Opuścił nieco własną broń, symulując poddanie się, a gdy żołdacy wyszczerzyli się krzywo i ruszyli na maurena ten sięgnął płynnym ruchem po nóż i cisnął w oko przeciwnika stojącego przed nim. Na swoje nieszczęście mężczyzna nie nosił hełmu, nie zdążył nawet zasłonić się tarczą, wyostrzona stal zagłębiła się w jego oku. Strażnik ryknął, aż zatrzęsły się szyby w oknach, a Samir wykorzystał moment i skoczył przed siebie, uchylając się przed ciosem drugiego z żołdaków, rozwścieczonego raną swego towarzysza. Mauren płynnie zszedł z linii ataku, jedynie wzrokiem śledząc biegnący tuż przed jego twarzą czubek srebrnego ostrza i doskoczył do rannego. O dziwo nóż w oku w niczym go nie powstrzymał, żołdak zaryczał raz jeszcze niczym pchnięty włócznią na polowaniu dzik i upuścił tarczę, sięgając do rękojeści tkwiącego w oczodole noża. Zacisnął palce i rycząc wściekle zaczął wyciągać ostrze. Prawdopodobnie liczył na swój wielki, męski moment w którym wyrywa ostrze z oka a potem pokonuje napastnika. Samir nie dał mu takiej szansy, cisnął kolejnym nożem w drugiego żołdaka, kupując sobie cenne sekundy i ciął z doskoku, mocno, prosto przez twarz, oślepiając go na drugie oko. Następnie przeszedł w płynny półobrót i uderzył zamaszyście znad głowy, uderzając prosto w odsłonięty kark mężczyzny, płynnym, gładkim cięciem ścinając mu łeb. Nie tracąc czasu mauren przeszedł w bok, w ostatniej chwili, bowiem drugi żołdak już nacieral. Wywijając wściekle mieczem runął na Samira, który zbił pierwsze kilka cięć kataną, pozornie z trudem. Strażnik, widząc że jego przeciwnik najwyraźniej ustępuje mu pola, zaatakował śmielej i w końcu wyprowadził uderzenie tarczą, popychając zabójcę na ziemię. Samir tylko na to czekał, zamarkował upadek i w ostatniej chwili cofnął się, po czym przeszedł w bok, w piruet. Żołdak, zmylony ruchem, już leciał do przodu, chcąc dobić swojego przeciwnika. Mauren ciął na odlew kataną, przez ucho i doskoczył do wroga, w ruchu odblokowując ukryte ostrze. Chciał żeby to zabójstwo było osobiste, z bliska, za trud który wróg mu sprawił. Ściął go precyzyjnym kopnięciem w zgięcie kolan i powalił na ziemię, po czym zaatakował z góry, upuszczając jednocześnie katanę. Ostrze spod nadgarstka wbiło się i zazgrzytało na kości, mauren zaś sięgnął po trzeci nóż i z rozmachem wbił go prosto w czoło przeciwnika. Przekręcił ostrzem i dla pewności zadał jeszcze pchnięcie ukrytym ostrzem w gardło.
Po chwili odetchnął głębiej i odstąpił do drętwiejących zwłok. Rozejrzał się po rzeźni jaką stała się karczma i odnalazł wzrokiem Armin.
- Nawet gładko poszło - odezwał się.