Wybryk Torsteina zaskoczył Egberta. Może i wiking był dobrym wojownikiem, ale za to marnym żołnierzem. Struktury i zasady Bękartów nie odbiegały od tych armijnych, trzeba więc było siedzieć cicho, nie wychylać się i wykonywać polecenia dowódcy. Rudobrody tak właśnie robił, bo wiedział aż za dobrze, że nie ma wojska bez dyscypliny. Wielu jego kompanów zdawało się jednak tego nie dostrzegać. Egbert zazgrzytał zębami. Gdyby to od niego zależało, kazałby wybatożyć połowę Bastardo, a później zorganizowałby im bieg do Efehidonu i z powrotem. Oddział jest tylko tak silny jak silne jest jego najsłabsze ogniwo. Na wojnie od karności pojedynczych żołnierzy zależało życie ich towarzyszy.
Gdyby zachowywali się tak podczas inwazji demonów...
Pomyślał najemnik i szybko zdał sobie sprawę, że trafił w sedno. Kompania rozpuściła się, bo dawno nie stali przed poważniejszym problem i przez to zapomnieli już, co jest w tym fachu ważne. Mniejsze robótki i okazjonalne walki z bandytami nie mogły zahartować mężczyzny tak jak porządna bitwa. Jeśli Bękarty mają wrócić do formy, to potrzebne im jakieś prawdziwe wyzwanie. Potrzebują wyprawy wojennej, albo cudu.