Wszystko zadziało się w ułamku sekundy, w jednej chwili mauren szedł cicho i rozglądał się uważnie, a w drugiej leżał przygnieciony wampirzą pięknością, która właśnie szykowała się do rozerwania jego gardła i wychłeptania krwi. Nie tracąc nawet chwili Samir szarpnął się, uwalniając ukryte ostrza i z rozmachem wbił je w gardło potwora. Ten zakwiczał, najwyraźniej oczekując łatwej ofiary, ale zabójca nie odpuszczał, skręcił ramiona poszerzając rany i warknął głucho, zrzucając z siebie krwiopijcę. Stal nie mogła zabić tak prosto tego typu kreatury, tego mauren był pewien, ale kupiło mu to kilka cennych sekund. Ostrza z sykiem wróciły na swoje miejsce, a Samir sięgnął po dwa noże, nie spuszczając oka z z wampira. Ten regenerował się właśnie, rany zarastały z obrzydliwą wręcz szybkością, co mauren wykorzystał, ustawił się wygodniej, cofnął dwa kroki i cisnął pierwszym nożem, trafiając prosto w serce stwora. Nie spodziewał się cudów, ale chciał spowolnić kreaturę. Drugi nóż z cichym plaśnięciem wbił się w oko martwca. Wampir zakwilił i runął do wściekłego ataku, machając dziko pazurami. Samir tylko na to liczył, uchylił się płynnie przed pierwszym atakiem i sięgnął po katanę. Tinirletańskie ostrze zaśpiewało, mauren piruetem wywinął się od kolejnego ataku i ciął płasko od góry, odcinając gładko uzbrojone w pazury łapy. Uśmiechnął się krzywo i przeszedł w unik, pełna kłów paszcza minęła go na centymetry. Morderca zręcznie wprawił cięcie w unik, katana z sykiem przejechała po brzuchu potwora, uwalniając wnętrzności, wampir zakwilił dziko świadom, że przegrywa tę walkę. Samir za to przeszedł płynnie w w obrót i ciął zamaszyście, po karku stwora, gładko odcinając łeb potwora. Ten wzleciał delikatnie w powietrze, ciągnąc za sobą warkocz krwi. Bezwładne już ciało martwca padło na bruk, a chwilę po tym głowa groteskowo spadła obok. Nóż maurena wciąż tkwił w oczodole.
- Zaraza... Ale ty jesteś brzydki - mruknął mauren, pochylając się nad szczątkami. Otarł katanę o kawałek szmaty i wsunął ją do pochwy, następnie wyrwał noże i schował je za pas - No nic, może jest za ciebie jakaś nagroda - powiedział do siebie i schował do torby łeb potwora, po czym ruszył w stronę ratusza.