Cierpliwość okazała się zbawienna, gdyż wkrótce pod opiekę tutejszych mieszkańców, poszły konie. Im też od życia się coś należało. Nawaarowi już się znudziła monotonna jazda, która nieco rozbolała jego kości. Ciemnoskóry ruszył za innymi dostojnikami, bo tu odgrywał małą rolę w tym wszystkim. Marduk zaprowadził wszystkich pod ratusz równie bogaty co katedra. Teraz dopiero można było ocenić różnice w majętności poszczególnych miejsc. Pierwsza miejscowość zdecydowanie biedniejsza biłaby tutaj kontrastem, że szok. W każdym razie zostali wszyscy przywitani, przez burmistrza oraz gwardię rycerską pilnującą tego miejsca z ramienia Bractwa Świtu. Kobieta wyglądała na sprawdzoną w boju, ale i kobiecego uroku jej nie brakowało, ale nie umywała się ona do pani kanclerz obecnej tutaj w pełnej krasie, także po kolejnych przywitaniach, weszli do środka, gdzie Nawaar ściągnął czapkę jak wypadało, a że bywał już w różnych pałacach to przepych go nie interesował. Wielka sala do, której zostali wpuszczeni wypełniona była po brzegi. Króla i jego oficjeli przyjęli jak zawsze ze wszelkimi honorami, usadowiając ich na przedzie. Mniej znaczących członków kompani z tyłu, gdzie nie musieli się obchodzić aż tak z manierami, lecz wypadło jakoś się zachować. Mauren jako były książę jadł zgodnie z zasadami, powoli i koniecznie musiał wszystkiego spróbować, żeby nie obrazić gospodarza, także jak rozmowy trwały a wszyscy się najedli, można było zadać pytania.
Nawaar uniósł swą dłoń, żeby mógł zostać zauważony i rzekł, po elfie. - Jaki będzie podział sił w tych patrolach? I należałoby wyznaczyć dowódców poszczególnych grup, a potem dostosować taktykę co do ekwipunku każdego z nas oraz umiejętności, żebyśmy wyszli z tego cało i sami sobie krzywd nie zrobili. Zasugerował ciemnoskóry, po czym usiadł na swe miejsce.