Nawaar będąc już w karczmie, nie słyszał całego tego co działo się na zewnątrz. Zamiast tego zamówił na koszt Marduka zwykły pokój oraz kąpiel w bali. Wkrótce ciemnoskóry mógł się odświeżyć, by być wypoczęty na dalszą podróż. Higiena u niego to podstawa dlatego, rozebrał się układając wszystko, bo nie będzie czasu na ogarnięcie już rano. Mauren wykorzystał cały czas jaki miał, by nacieszyć się tym luksusem, po czym po wytarciu się, położył się spać jak wypadało na pachnąco. Noc minęła spokojnie bez żadnych przygód, co akurat było dobre pewnie dla wszystkich co mogli spać pod dachem i na łóżku niż w jakimś paskudnym wozie. W każdym o świcie trzeba było wstać, co też mauren uczynił bez pośpiechu, ale szanując czas innych. Ubrał się, wyszykował, schodząc na śniadanie zapach boczku i jajecznicy, unosił się w powietrzu. Ciemnoskóry w milczeniu posilił się, bo teraz już ze świeżym umysłem mógł rozważać na temat tego co czuł wtedy w kaplicy. Interwencja boska czy też nie? Jednak niedługo po tym, poszedł do latryny, by wysikać się na dalszą drogę, aż w końcu wsiadł na zaganiacza, ustawiając się w umówionym szyku i ruszyli dalej, opuszczając skromną mieścinę, w której wydarzyło się wiele.