Butch obrócił się w każdą stronę, jakby sprawdzał czy nie jest podsłuchiwany. Upewniony, że tajemnica pozostanie między nimi, przynajmniej do czasu, aż któreś z nich wypapla to komukolwiek, nachylił się lekko nad kobietą, zasłonił usta dłońmi, tworząc jakby tubę czy rurę i rzekł:
- A grom go wie. - Wzruszył ramionami rozbrajająco szczerze. - Ja mieszkam tutaj więcej i częściej niż on, jeżeli mam być szczery. On nigdy nie miał problemów z takimi akcjami, czasem zdarzało mu się powiedzieć, że przydałoby się to i to pod ręką, więc się za to zabieram.
Dłonią wskazał metry i metry przestrzeni, na razie będące trawnikiem, ale szybko mogły zamienić się w równe grządki i rabatki.
- Plan jest taki... - zawiesił głos, podnosząc palec wskazujący. Prawej dłoni. - Mamy roślin bez liku, potrzebuję ledwie kilku, najpotrzebniejszych, które by można było posadzić i które by mogły się przydać. Mamy nadzieję, że żadne lecznicze czy przeciwbiegunkowe nigdy się nie przydadzą, ale sama panienka wie, jak przyciśnie, to nie ma zmiłuj. Plus jakieś standardowe cebule, ziemniaki, buraki, czy coś takiego, żeby było na zupę - dodał jeszcze na koniec.