Elfka wyczuła okazję. Wiedziała, ze musi się śpieszyć, lecz przy tym działać bez pośpiechu. Być szybka, a zarazem ostrożna. Okazji nie można było zmarnować. Podążyła więc za Danyllem. Wiedziała ze są sami. Po czym wykonała swój ruch. Złapała człowieka za ramię i naparła tak, by przycisnąć go do ściany. Przybliżyła się, bardzo, ale to bardzo blisko , udem ocierając się o męską godność. Wykorzystała moment zdezorientowania i jak pijawka wczepiła się swoimi ustami w jego. Dłoń z ukrytym ostrzem oparła jego policzek. Całowała go tak chwilę, by po chwili wykonać energiczny ruch nadgarstka i aktywować mechanizm ukrytego ostrza, przy tym ustawiając je pod odpowiednim kątem. Stal wysunęła się, wprost wyskoczyła z karwasza ukrytego pod rękawem i jak masło przebiła skórę i kość czaszki, by finalnie zatopić się w mózgu. Major Eandor zginął od razu. Nie poczuł ani uncji bólu. Jego martwe ciało osunęło się na elfkę, która ułożyła je na ziemi. Zamknęła jego powieki.
Albo ja i rodzina Emila, albo ty. Wybacz.- pomyślała i wytarła ostrze, które schowało się po chwili. Jak gdyby nigdy nic wróciła tak samo jak weszli do wejścia do labiryntu. Skierowała się do wyjścia, po drodze upijając łyczek winka. Wyszła z posiadłości, uśmiechając się do gwardzisty, który kasował bilet. Swoje kroki, ostrożnie rozglądając się, czy nie jest śledzona skierowała do zaułka w którym spotkała tych, którzy jej grozili.