Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Strach przed mrokiem
Kermos z Baźin:
Nazwa wyprawy: Strach przed mrokiem
Prowadzący: Longinus Podbipięta
Wymagania: dowolna specjalizacja walki na dowolnym poziomie, zgoda prowadzącego
Uczestnicy: Kermos
W kanałach. Albo jakaś banda sobie urządziła kryjówkę, albo jakieś paskudztwo. Trzeba sprawdzić.
Chwila zastanowienia. Cóż, nie odmówi tej pracy, w końcu potrzebuje pieniędzy na naukę. Mimo iż wolałby polować w lesie. A najchętniej na jakieś rozumne stworzenie człekokształtne posiadające skórę. Jak się nie ma co się lubi.
-Mniemam iż tych robotników znajdę gdzieś w stoczniach?
Dopytał się Longinusa o konkretny szczegół. Resztę wywiadu przeprowadzi na miejscu, a nóż ktoś przeżył bliskie spotkanie trzeciego stopnia z monstrum. Nie przychodził mu do głowy żaden zarys przeciwnika, jaki może czekać na miejscu, jednak nurtowało go coś innego.
-I po co oni złazili do kanałów?
Longinus Podbipięta:
- Tak, raczej w porcie. A czemu złazili? Spytaj ich jeno.- odrzekł Podbipięta.- Ale mi powierzchownie mówili o tym, że mieli tam jakąś robote.
Kermos z Baźin:
-Więc idę.
Kermos chyba wyrobi dziś swoją roczną normę wypowiedzianych słów. No trudno, jak mus to mus. Odwrócił się plecami do Podbipięty. Może to i brzydko, ale iść tyłem to trochę niepraktycznie. Wybrał więc drugą opcję by opuścić jego biuro. Gdy już znalazł się na ulicy skierował się w stronę morza. W końcu to tam będzie port. Tak biorąc na żabi rozum. Szedł więc chodnikiem starając się ignorować wszystkich wokół. Może w tych kanałach będzie miał nieco spokoju. Ech, życie introwertyka.
Longinus Podbipięta:
Nikt Cię nie zaczepiał. Nawet nie patrzył. Wszak nie byłeś jedynym turdnaszaninem. Twe życie przegrywa introwertyka dalej szło, tak jak szło. Po około 15 minutach dotarłeś do portu. Pachniało morzem, rybami, piwem i kurwami.
Kermos z Baźin:
Czemu taki piękny zapach morskiej bryzy musi być niszczony rybim swądem? Nie dość, że jedne są wydzierane matce naturze w ilościach hurtowych za pomocą sieci i kutrów, to jeszcze te spomiędzy nóg nierządnic. Podwójny zapach śledzia. Nie, nie da się do tego przyzwyczaić. Przynajmniej tak sądził turdnaszan. Próbował oddychać płytko, by nie napełniać płuc tym powietrzem. Jednocześnie chodził i rozglądał się wokoło. Szukał przedstawicieli ludu pracującego. A konkretnie jakiegoś nadzorcy, koordynatora, ewentualnie kogoś z rodziny zarządcy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej