Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Nessa:
- Kiedy ostatni raz ktoś żywy stamtąd wrócił? - zapytała krótko Nessa. W tej kompanii była jedną z osób, które znały to miejsce. Niegdyś tętniące życiem, choć z wieloma interesującymi zakamarkami. Ciekawiło ją nawet, czy chatka, którą nazywano jej domem, a w której bywała rzadko, jeszcze stoi. Jednak jeszcze bardziej ciekawiło ją, czy Ostoja, która miałaby być pułapką dla wampirów, nie stanie się pułapką dla jej towarzyszy. To miejsce mogło być w rozsypce. Lochy, piwnice - to wszystko mogło skrywać nowych lokatorów.
Gunses:
- I wy mnie pytacie, po co nam Lithan? - Gunses posłał pytanie gdzieś w powietrze. Nie chciał słuchać ich odpowiedzi, nie byłyby obiektywne.
- Każdy z was zabezpieczając Ostoję ma rozlewać krew ludzi i zwierząt. Wystarczy po jednej kropli, uwierzcie mi. W Ostoi zwierząt, a tym bardziej ludzi, nie czuło się od lat. Tak, nie czuło się. Chcę, aby dzicy byli zdezorientowani, aby na każdym kroku dobiegały ich zapachy zewsząd, to zapewni nam krew rozlana po całej Ostoi...
- Możemy naciąć skórę na koniach - zaproponował jeden z Nordów - Płytko, ale na tyle, by zwierzę broczyło. Przeprowadzi się konie w jedną i drugą znacząc ziemię.
- To dobry pomysł - przyznał Gunses - Wszyscy zaś, którzy będą chcieli wziąć udział w walnej bitwie, proszeni są o natarcie się przed nią krwią wampirów. Mamy jej trochę. Pośród setek zapachów, wasz własny zapach skryty pod zapachem wampirzej krwi zapewni wam względne bezpieczeństwo. Przynajmniej na początek... Teraz zaś, co się tyczy podziemi i Wielkiej Areny...
Yarpen aep Thor:
- Aha... do zrobienia. Acz wolałbym się natrzeć gównem trolla. Mów co z areną i podziemiami.
Nessa:
Na pytanie elfki nikt nie pofatygował się odpowiedzieć, więc nie zadała kolejnego. Nie wiedziała, czemu została zignorowana. Czyżby Cadacus uznał, że zadaje je równie bezmyślnie, jak baba na targu, słysząc straszną historię i zasłaniając spódnicą swojego potomka, który gdzieś się plątał jej pod nogami? Tinuviel zwyczajnie chciała wiedzieć, kiedy ostatnio ktoś zdał relacje z tego, jak wygląda obecnie Ostoja i jej okolice. Równie dobrze wszystko mogło być kompletnie zrujnowane i przez to samo w sobie stanowić pułapkę dla jej kompanii.
Gunses:
Gunses zauważył, że nuda zwiesiła kinol aż do ziemi. Czyżby powiedział coś nie tak? Nie sądził. W końcu jego wypowiedź miała być maksymalnie uszeregowana, tak, aby niczego nie pominąć.
- Wielka Arena i podziemia oraz wszystkie mroczne zaułki. Wiemy, że jest ich dużo. Ostatni zwiad przeprowadzony w ubiegłoroczne hemis wskazuje, że nienaruszone lub częściowo naruszone jest jakieś sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent Ostoi. Najbardziej zniszczone są obszary mieszkalne, w których bronili się myśliwi do ostatnich chwil. Mocno zniszczone zostały także budynki Wielkiej Areny, zwłaszcza widoczne były naziemne zagrody, w których trzymano zwierzęta. Najpewniej podziemia areny są w równie opłakanym stanie, to tam trzymano magiczne chowańce.
- W całej Ostoi jest mnóstwo mniej lub bardziej niebezpiecznych miejsc - powiedział Gunses wskazując na wszystkie strażnice, wielką arenę, kompleks mieszkalny, magazyny, karczmę - ÂŚcieżki pomiędzy lokacjami są dość bezpieczne, ale nawet tam można natknąć się na stado wupów, które będą chciały zjeść was na kolację. Dlatego lepiej nie ruszajcie się nigdzie sami bez odpowiedniego oręża i zbroi. I jeszcze jedna rada - nie wchodźcie do domów - wskazał kompleks mieszkalny pod strażnicą i w centrum Ostoi
- Słońce to wasza tarcz. Jego światło zapewni wam przetrwanie. Wszędzie tam gdzie go nie będzie, jesteście zdani na siebie. - uniósł wzrok nad zebranych, spojrzał ponad nich, na wylot jaskini. Na dworze zapadł zmrok.
- Wielka Arena wzniesiona była do walk z rzadkimi potworami. Tam też uwolnimy behemota. Jest wściekły i głodny. Nim padnie stanie się przynętą dla wielu dzikich. Nim rozpierzchną się, Lithan sprowadzi na arenę ogień. Nie kręcić mi się tam, jeżeli nie chcecie się przypalić. Czy macie jakieś pytania? Yarpen, co z waszym wynalazkiem? Bomby ze srebrem?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej