Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Północny wiatr #1 - Vulmer
Gunses:
Im bliżej było wieczora tym rzadziej jeździły wody. Słońce opuściło się nisko na zachodzie. Złocistymi promieniami zaległo nad Valfdeńską dżunglą, daleko, daleko od Ciebie. Wieczór przychodził wolno i nieuchronnie świadczył o nadchodzącej nocy. Nocy, której samemu na trakcie nie byłoby dobrze spędzić. Szczęściem w stronę miasta z którego wyruszyłeś toczył się jeszcze jeden, jedyny wóz. Czułeś, że wypadałoby wypytać woźnicę o miejsce dobre do nocowania.
Vulmer:
Zmierzchało, elf wolał nie ryzykować spania pod chmurką, czy na drzewie. Mógłby, ale tylko wtedy gdyby miał przy sobie krzesiwo i hubkę, i jakiś chociaż nóż. Zatrzymał się, poczekał aż woźnica sie zbliży.
- Przepraszam pana, zmierzam do Jaggiel. Jest w okolicy jakieś miejsce gdzie można spokojnie przenocować?
Gunses:
Mężczyzna powożący był młody. Na wozie za nim siedział starzec, pewnie jego ojciec, i kobieta obejmująca ramieniem śpiące dziecko.
* - Hmm... Na tym trakcie, tam za zakrętem biwakuje karawana przy ognisku. Może was podejmą. Na szlaku nie odmawia się ognia i ciepła. Nie odmawia się pomocy. A wyście na szlaku - rzekł mężczyzna. Nim smagnął konie odezwał się starzec
* - Kto by w noc przy ognisku siedział? Toć zbójców tylko patrzeć... Po prawo od gościńca, o tam, na wzgórku, stoi wieża strażnicza. Myśliwskiej gildii. Tamoj też można zanocować. Myśliwi to tęgie chłopy, ale baczenie na okolice mają i żaden łobuz na strzelenie z łuku nie podejdzie!
* - Albo... - odezwała się kobieta - Możesz chłopcze skręcić zaraz tu w lewo, między drzewa. Widzisz łunę między nimi. Tam jest dąb i enklawa. Tam zatrzymują się elfy, ludzie, wszyscy Ci co szukają spokoju i świętej ziemi. Tam zły też nie podejdzie, bo elfy są zbroje.
Vulmer:
- Dziękuję. Powiedział i oddalił się kawałek, teraz miał zagwozdkę. Karawanę odpuścił od razu, za duża szansa na zostanie napadniętym. ÂŚwięta ziemia zaś nie jest od spania, a młody nie chciał zakłócać spokoju elfom. Vulmerowi zostali więc myśliwi, profesja którą sam się interesował. Ruszył więc w prawo od gościńca, w stronę wieży na wzgórku.
Gunses:
Wieża była otoczona ostrokołem, za którym kręciło się trochę ludzi. Słyszałeś ujadanie psa, ryki krów i parskania koni. I klątwy ludzi
- Cholera, wieźta to stąd! Gdzie, khuurwa, gdzie?! Sprzątasz to łajno! Jazda... - darł się mężczyzna, starający się zapanować nad sytuacją na podwórzu. Wieża miała pierwsze dwie kondygnacje murowane, kolejne dwie drewniane. Wyglądała solidnie. Na szczycie bielało nowe drzewo, mury wieży nosiły ślady palenia.
- Kto tam? - zauważył Cię mężczyzna. Ubrany był w skórzany dobrze dopasowany strój. Na lewej ręce nosił rękawicę, prawą miał wolną. Zza pleców wystawało ramię łuku - Kolejny pastuch? By was posrało!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej