Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znowu te cholerne bestie!

<< < (4/6) > >>

Longinus Podbipięta:
Kreshar był martwy. Bardzo. Widownia zaczęła wiwatować. Usłyszałeś brzęk pieniędzy. To zwycięzcy odbierali nagrody.
- Na szczęście dla was, to nie koniec atrakcji!- rzekł Mietko.- Nieznajomy zmierzy się z nowym przeciwnikiem!

Na arenę został wepchnięty nowy przeciwnik. Trablin.
1x trablin uzbrojony tylko w pazury.

Samil:
Samil miał wielką nadzieję, że Mietko mu odpuści, że Mietko już niczym go nie zaskoczy. A tu on wysyła coś na wzór goblina. Mógłby chociaż Kreshara zabrać z areny. pomyślał i spojrzał na bestię z posiekaną twarzą, która leżała w kałuży jasno-czerwonej krwi. Odwrócił się w kierunku trablina. Krzyżówka goblina i jaszczuroczłeka nie atakowała jeszcze, toteż Samil mu się przypatrzył. Miał może z metr wielkości, uszy jego były tak ogromne, że człowiek myślał, że są dwa razy większe od głowy. Nie miał przy sobie żadnej broni Chociaż tyle dobrego dzieliło ich około 30 metrów. Człowiek chwycił w prawej dłoni mocniej miecz i ruszył pewnym, aczkolwiek szybkim krokiem na trablina. Podrobiony goblin także ruszył o ataku. Samil mógł widzieć jak to stworzenie bardzo szybkie biegnie przebierając swoimi małymi nóżkami. Ani się obejrzał, a odległość między nimi wyniosła około 10 metrów. Trablin biegł dalej. Zatrzymał się w odległości 5 metrów, odchrząknął i plunął w kierunku człowieka. Samil zatrzymał się i odruchowo odskoczył na bok. ÂŚlina spadła dwa metry od miejsca w którym odskoczył. Samil nie wiedział, dlaczego Trablin to zrobił, ale od teraz wiedział, że trzeba na ślinę uważać. Trablin zakrzyknął, czy też warknął (Samil nie był pewny, przez krzyk widowni ) i ruszył ponownie na człowieka. Zbliżał się do nóg i zaczął przed sobą machać rękami, pokazaując publiczności, Mietkowi i Samilowi co za chwilę się stanie. Wraz z coraz to bliższym podchodzeniem trablina wycofywał się człowiek. Po kilku sekundach tej zabawy w kotka i myszkę, przypomniał sobie, że ma miecz. Toteż zrobił zamach i uderzył trablina, oczywiście celując tuż nad oczami. Kuzyn goblina głupi nie jest, wyczuł i odskoczył w bok. Na jego nieszczęście ucierpiało jego ucho, które nie zostało co prawda odcięte od głowy, ale w jakiś dziwny sposób zostało podzielone na pół. Górna część była w swojej naturalnej pozycji, natomiast dolna (mimo, że się trzymała głowy) przybrała obraz lustrzanego odbicia górnej części. Między nimi było kilka centymetrów różnicy, a krew sączyła się po dolnej części. To uderzenie trablin skwitował jakimś dziwnym dźwiękiem i wykorzystując to, że jest po lewej stronie człowieka, postanowił skoczyć mu do gardła. Samil przeczuwał, że atak nastapi błyskawicznie, toteż po swoim uderzeniu odskoczył do przodu, wykonał, odwrócił się i uderzył będącego w locie Trablina. Trafił tuż nad brzuchem, nieco poniżej klatki piersiowej. Samil nie miał pojęcia jak to się stało, ale trablin niemalże przykleił się do miecza, na tyci sekundkę. Gdy człowiek wymierzył cios w korpus, swój miecz skierował do podłoża. Trablin zdążył się "odkleić" od miecza, lecz upadł na ziemię z wysokości nieco ponad półtora metra. Nie miał nawet szans się ruszyć. Miecz, który dopiero co był przy nim ponownie uderzył w leżącego trablina. Dostał w szyję. Usłyszano olbrzymi jęk kuzyna goblina, ludzie jak po pierwszej walce znowu ucichli. Samil zabrał miecz z ciała goblina i odszedł na kilka kroków. W spokoju obserwował leżącego w krwi trablina z uszkodzonym uchem

Longinus Podbipięta:
Trablin dosłownie udławił się własną krwią, a widownia wiwatowała. Jedni płacili, drudzy zyskiwali
Tymczasem na arenę wepchnięto kolejną bestie.
ścierwojad

Samil:
Czy ten grubas serca? pomyślał rozłoszczony Samil, miał być tylko kreshar i do domu, a tu mu ciągle podrzucają nowego przeciwnika. Mistrzem areny będzie pewnie Mietek pomyślał człowiek i lekko się uśmiechnął na myśl, że ten otyły jegomość może się z nim mierzyć. Wykorzystując to, że ścierwojad nie atakuje, wytarł swój miecz o chusteczkę, którą wydobył z kieszeni. Zrobił tylko jeden ruch wytarcia, i chusteczka nie nadawała się do niczego, albowiem była cała lepka i dodatkowo przyjęła barwę jasnej czerwieni, takiej jak kałuża krwi w której leżał kreshar. Po lekkim porządku, wyrzucił chusteczkę, mocniej chwycił rękojeść miecza i wykonując dość energiczne ruchy mieczem w lewo i prawo, prowokował zwierzę. ÂŚcierwojad spojrzał tylko dziwnie na człowieka, jakby myśląc "co on robi?" i powoli zaczął do niego podchodzić. Po kilku krokach zbliżył się na odległość około 10 metrów. Zaczął swoimi masywnymi nogami lekko orac ziemię. Widząc to, Samil przestał wymachiwać mieczem. Przyjął pozycję bojową, prawa noga z przodu i oczywiście lekko ugięte nogi w kolanach. Ta pozycja pozwalała mu na unik jak i atak. ÂŚcierwojad ruszył przed siebie nabierając coraz to większej prędkości. Ewidentnie chciał się po prostu rzucić na człowieka. Samil czekał cierpliwie. Bestia ciągle biegła i nie zamierzała przestać, dopóki by swym wielkim dziobem nie załatwiła człowieka. Gdy ścierwojad był już może z dwa metry od Samila, wykonał skok w celu obalenia i zakończenia żywota człowieka. Gdy ścierwojad skoczył, Samil odskoczył do tyłu. Bestia lekko zaskoczona zachowaniem człowieka próbowała jeszcze w locie sięgnąć człowieka dziobem. Samil tylko na to czekał. Wymierzył celne uderzenie w głowę bestii, w lewą część uszkadzając oko (powoli staje się to jego fetyszem) nos i lekko rysując ząbki. ÂŚcierwojad o mało co się nie przewrócił przy lądowaniu. Był niesamowicie zły, obudziła się w nim dzika furia. Chociaż bez lewego oka, które nie wypłynęło, a lekko wyszło do przodu i widać było uszkodzony nerw zaatakował, tym razem dziobem. Na nic to jednak było, człowiek powtórnie odskoczył i wymierzył niemalże identyczny cios tylko, że w zdrowe oko. Tym razem nie dość, że wyszło na wierzch, to jeszcze zaczęło wypływać, tworząc odrażajacy widok. ÂŚcierwojad stracił wzrok, a w dodatku z jego twarzy spływała krew. Wył okropnie zwierz, stracił bowiem możliwość oglądania pięknego świata, a i sam ból nie sprawiał, że będzie wył radośnie. Człowiek ruszył bezszelstnie w kierunku ścierwojada. Bezszelstnie nie wyszło, ale chciał, aby ścierwojad jak najmniej go słyszał. Bestia jeszcze go słyszała, nawet próbowała dziobać, lecz za każdym razem dziób przeszywał powietrze. Człowiek wykonał zamach i trafił ścierwojada w głowę, oczywiście tak jak zawsze, ciutek nad oczami. ÂŚcierwojad wydał swój charakterystyczny głos i upadł na podłoże. Człowiek odsunął się na odległość dwóch dziobów ścierwojada i czekał na to, czy wstanie, czy też nie.

Longinus Podbipięta:
ÂŚcierwojad nie wstawał. Dołączył do kreshara i trablina. A widownia wiwatowała. Zauważyłeś, że drzwi przez które wprowadzano bestie nie są dokładnie zamknięte.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej