Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kontakty; do rąk własnych
Goris:
I poprowadził. Przez podgrodzie, a jakże.
Gedran:
Idąc tak Gedran rozglądał się tu i tam w celu sprawdzania, czy nic mu oraz jego towarzyszowi nie grozi, gdyż w tym miasteczku nic nie wiadomo. Gdy tak omijali zubożałe domy, mężczyzna przypomniał sobie, ze sam nie mieszka w lepszym od tych, które omija. Po chwili postanowił przyspieszyć chód, aby pogonić Dreada, który szedł swoim jakże własnym tempem.
Goris:
Dread również przyspieszył. W końcu dotarliście do jednego z domów, przy którym informator się zatrzymał.
- No i jesteśmy na miejscu.
Włożył dłonie, a raczej dłoń do kieszeni płaszcza i podszedł do drzwi. Musiał wyjąć lewą rękę, by je otworzyć. Zrobił tak i wszedł do pomieszczenia, a ty tuż za nim. Wewnątrz siedziało kilku ludzi, uzbrojony ork i dwójka elfów. Wszyscy, prócz orka i jednego człowieka grali w karty lub w kości. Ciężko było tam oddychać, ponieważ powietrze było tak zagęszczone dymem tytoniowym, że można było powiesić topór.
- Nielegalna szulernia. Okazyjnie można też tu kogoś wynająć.
Podszedł do człowieka, który zamiast grać, rozlewał trunki do kieliszków.
- Kolego, szukamy kogoś od Irheina. Przyszliśmy po zapłatę.
Barman przerwał swoją robotę i, mijając orka, udał się na piętro domu.
Gedran:
W pomieszczeniu, było tak zadymione jakby się palił dom. Gedran nie mógł złapać oddechu w takim dymie. Nie był po prostu przyzwyczajony do tak zadymionego miejsca jak to, więc czasami ciągało go do zakaszlania. Gdy Dread rozpoczął rozmowę z rozlewającym trunki mężczyzną nie miał zamiaru mu przerywać, więc stał cicho i przyglądał się toczonej konwersacji.
Goris:
Na miejscu zjawił się mauren.
-Czego?
- Rozwiązaliśmy problem z kaleką.
-Pamiętam, że kogoś innego do tego wysyłałem.
- Skurwiel okazał się sprytniejszy niż przypuszczaliśmy i tamten nieźle oberwał. Jebedian został go opatrzyć. Ale problem z głowy.
-No dobra, niech się szybko wyliże, bo mam dla was kolejną robotę. W straży dalej zostało kilku sprawiedliwych i nieprzekupnych. Macie ich jakoś zmusić do współpracy. Na pierwszy ogień niech pójdzie sierżant Kerman. Tylko bez zabijania, bo dopiero będziemy mieli przejebane.
- Coś wymyślimy. A zapłata za tamtego?
-Trzymać. Jak się uporacie z tym strażnikiem, to będę czekał tutaj.
Wystawił przed was dłoń w której trzymał mieszek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej