Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wojna o Valfden: O jeden most za daleko

<< < (2/52) > >>

Rodred:
Przechodząc przez Efehidon nie dało się nie wyczuć panującej atmosfery jakiegoś smutku i strachu. Nie było jednak okazji by do kogokolwiek zagadnąć więc szedłem dalej w kierunku mrocznego paktu. Nadal nie miałem pojęcia co się dzieje na świecie, jako że od kiedy wróciłem jeszcze z nikim nie zamieniłem słowa. Ku mojemu zaskoczeniu przed mostem było jakieś straszne zbiegowisko. Nie trudno się domyślić, że przejścia raczej nie ma. Podszedłem do TheMo. Prawdopodobnie nawet nie zauważył, że mnie nie było.
- Witaj TheMo.  Zagadnąłem zmienionym acz pogodnym głosem.
- O co tu chodzi?  Zapytałem patrząc trochę zdziwiony na to zbiegowisko.

Mohamed Khaled:
- Oho, kogo ja widzę? - zaśmiał się Mauren, w końcu przełamując barierę milczenia. - Toć to Lordeł [member=26505]Marduke[/member] święty rycerz bractwa, bla, bla, bla...
Jego ton był pogodny, wesoły. Inny, niż na Zuesh. Całkowicie inny.

Kazmir MacBrewmann:
Kusza? Jest. Bełty? Som. Wódka? Gdzie jest wódka? Spytał sam siebie przetrząsając swoją klitkę na podgrodziu. Butelka znalazła się pod łóżkiem, nie ruszona od pamiętnej porażki na Zuesh. Krasnolud upakował flaszkę bimbru za pasem. Poprawił klamry pancerza i wyszedł.

TheMo:
-Witaj Rodredzie. Gdzieś ty się podziewał? Ty nie wiesz, że demony się panoszą po całej wyspie i idziemy je zatrzymać? Chodź z nami, każde ostrze się przyda.

Marduk Draven:
-Oh, człowiek - ciemność!- zażartował o maurenie, pogodnym, ciepłym i łagodnym głosem. Uznał iż regeneracja ręki się zakończyła, zdjął usztywnienie. Ręka była jak nowa.-Mam nadzieję, że tym razem nie zgubisz mojej broni.- rzucił żartem.-Bo kiedyś zbankrutuję. Hehe. Gotowi na trochę kopania demonicznych dup?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej