Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #15 - Kiellon aep Kharim

<< < (2/7) > >>

Evening Antarii:
- Dobra, jak mu spieszno to niech lezie...- burknął pierwszy. - Ale pamiętaj, demonom nie dasz w pojedynkę rady!- zawołał do niego. I pozwolił przejść.
Strażnicy odprowadzili go wzrokiem po drodze prowadzącej poza miasto. Rozciągały się tu pola, a dalej zaczynał się las. Na razie nie było typowych oznak wojny. Domki stały, wieśniacy robili w polu, może byli nieco ostrożniejsi... Droga była zapełniona ludźmi, którzy z tobołkami szli ku bramom miasta.

Nawaar:
- Poradzę sobie, nieroby! Krasnolud nie lubił wścibskich strażników właściwie to żadnej straży, bo stoją i nic nie robią a dla niego byli to gorsi ludzie niż wieśniacy. Wieśniacy na straży przepuścili go dając mu spokój a on mógł się skupić na zadaniu. Kiellon szedł jakiś czas drogą spotykając pierwsze pola oraz ludzi na nim pracujących, którzy byli zajęci swoją robotą, jednakże dzięki nim miasto pełne uchodźców utrzyma się z plonów i nikt nie będzie przymierał głodem na szczęście. Brodacz mijając uciekinierów schodził im z drogi, by mogli łatwiej się przemieszczać taki był dla nich miły, bo chciał. Jednocześnie widząc twarze zmęczone, opłakane oraz zatracone w tej wojnie jego serce się poruszyło do tego stopnia, iż chciałbym sam się porwać na armię demonów trochę to było głupie z jego strony, ale to właśnie czuł w tej chwili nawet mijającego go twarze patrzyły na niego z dość dziwnym wyrazem, bo szedł tam gdzie oni uciekali. Krasnolud poczuł się dziwnie nawet humor mu się popsuł i tego nawet alkohol nie naprawi musiał sobie poradzić z tym sam a bractwo mu w tym pomorze da mu moc pokonania demonów dlatego przyspieszył w stronę lasu, by jak najszybciej wykonać powierzone mu zadanie. Brodacz liczył na to, że do lasu nie będzie za daleko.   

Evening Antarii:
Pięć kilometrów marszem. Nie tak daleko. Szybko krasnoludowi zleciał ten spacerek. Na dodatek w miłej leśnej scenerii. Do leśniczówki biegła ścieżka, a w okół były poukładane stosy porąbanych drzew, więc nietrudno było trafić.
Wreszcie Kiellon dostrzegł jednopiętrowy budynek za to w dobrym stylu, solidny, bogaty, kiedyś ktoś musiał w niego włożyć sporo grzywien. Z czasem zatracił dawny blask, ale dotychczas służył leśniczym. Wokół drewnianego domu z powybijanymi szybami były: wóz (konia nie było widać), mała szopka na siodła i narzędzia, niewielki ogródek (zadbany) i pieniek z wbitą siekierą.
Szyby w domu były powybijane. Nie wszystkie, ale większość. Wokół latało mnóstwo owadów.

Nawaar:
Pięć kilometrów dla brodacza było dość sporym przemarszem, bo od razu mu się przypomniał jakie spacery musiał zrobić podczas poszukiwania elfa Janusza. Na szczęście dla krasnoluda jego obiekt poszukiwań był martwy, a martwi nie żyją, więc nie chodzą. Taka prosta logika, która nie mogła go zawieść. Kiellon szedł lasem i mógł oddychać świeżym powietrzem miłym dla niego niestety nie napawał się widokiem natury, gdyż nie była w jego kręgu zainteresowania nie to, co pola chmielowe tam mógłby spędzać całe dnie. Krasnolud po drodze odpiął flakon z wódeczką i popił nieco, coby się nie odwodnić potem wytarł swą mordkę i ruszył dalej wydeptaną ścieżką oraz drewnem poukładane jeden na drugim tworząc swoiste stosy drwa do wykorzystania zwłaszcza teraz będzie ono potrzebne, by odbudować domy ludzi ogarniętych wojną. Wojna musi się zakończyć i to na dobre. Po niedługim czasie dotarł wysłannik zakonu do domku, w którym miał przebywać martwy elf dziw bierze, że nikt tu wcześniej nie zajrzał. Wszystko wyglądało na solidne, ale jakiś czas temu musiało być tu nawet ładnie dla niego mieszkanie w głuszy nie było fajne wolał żyć tam, gdzie coś się dzieje a niżeli chować się w lasach jak członkowie konkordatu. Kiellon rozejrzał się jeszcze dokładniej dostrzegając powbijane szyby wokół a nawet nie mógł opędzić się od much i innych owadów jego spocone ciało musiało je w jakiś sposób wabić, ale pewnie nie tylko to trup musiał również to robić wtedy też jego głowa powędrowała w złym kierunku i zaczął wyobrażać sobie jak ciało gnije a muchy w nim składają swoje larwy a wtedy zwłoki zaczęły żyć swoim życiem ruszając się na boki. Wtedy krasnolud powrócił do normalności i splunął soczyście na bok wyrzucając złe myśli. Krasnolud odganiając robactwo zobaczył jeszcze budynki gospodarcze, w których było trochę narzędzi nic specjalnego konia było brak i do tego ogródek dość zadbany widać było, że sam dom pomimo dużego wkładu finansowego podupadł kiedyś pewno był tu piękny dworek a teraz służył za leśniczówkę, ale brodacz miał dość oglądania i przystąpił do działania najpierw wyciągając pistolet podszedł do drzwi dworku i pociągnął za klamkę sprawdzając czy są otwarte. Broń miał dla własnego zabezpieczenia.     

Evening Antarii:
Las wydawał się dziwnie opustoszały, ale to tylko pozory. Ta atmosfera wojny udzielała się nawet naturze... Wszak Ventepi nie była obojętna na los ludzki.
Po otworzeniu drzwi krasnoluda spotkał taki widok

Na jednym z krzeseł siedział owy elf. Przed nim leżał stos listów. W pokoju znajdowały się też szafy, komody i tak dalej. ÂŚwieczki nie były do końca wypalone. Na regałach były poustawiane książki o drewnie, drzewach, typach szkodników, metodach hodowli sadzonek, a także bestiariusz. W pomieszczeniu znajdował się także kominek. Po drwach został sam popiół.


//Wnętrze może nie jest tak zniszczone... To tylko ogólny zarys. Masz zrobić raport, więc "notuj" jednocześnie. Musisz sprawdzić wiele rzeczy, szafki, półki, ciało bo w każdej może być przydatna bądź nie wskazówka do tego, co stało się z elfem. Musisz napisać co sprawdzasz i wtedy ja to opiszę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej