Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #15 - Kiellon aep Kharim
Nawaar:
Nazwa wyprawy: Próba Siły #15 - Kiellon aep Kharim
Prowadzący wyprawę: Evening Antarii
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: zgłoszenie się w punkcie rekrutacyjnym Bractwa ÂŚwitu
Uczestnicy wyprawy: Kiellon aep Kharim
Krasnolud otrzymał dość ważne zadanie spisania raportu z miejsca prawdopodobnej zbrodni na elfie osiemdziesiąt lat jak na elfa to pewnie prawie tego nie odczuł. Dlatego to wszystko nabierało tajemniczości. Kiellon otrzymując kawałek węgla oraz trochę papieru zwinął go i schował w okolice pasa tam mogło leżeć do czasu aż zacznie pisać do tego czasu wolał mieć wole dłonie, by walczyć z potencjalnym zabójcą. Dlatego mając już wszystko gotowe zwrócił się do człowieka. - Oczekuj mnie niedługo. Pogładził się po brodzie i ruszył w kierunku zachodniej bramy z miasta a stamtąd miał zamiar udać się do leśniczówki. Miasto w tym czasie tętniło życiem mieszkańcy byli szczególnie podenerwowani dowiadując się o śmierci króla oraz armii demonów grasujących po wyspie w celu zniszczenia każdego życia. Brodacz nie mógł tego znieść, że tak sobie frywolnie hasają po wyspie to był jeden z powodów dla, którego dołączy do bractwa, lecz najpierw myślał o tajemniczej śmierci Aimara Carcyne. W tym momencie to zadanie miało priorytet dlatego niezwłocznie szedł w kierunku bramy.
Evening Antarii:
Dzień był dość ładny. Jak na czas wojny... Nie było nawet widać dymów na horyzoncie. Na razie walki toczyły się w pewnej odległości od stolicy. Jedyną oznaką tego, że w państwie dzieje się źle, to setki ludzi koczujących na ulicach stolicy. Przybyli tu w nadziei, że stolica nie upadnie, a demony po prostu nie mogą przedrzeć się przez mury. Opuszczanie miasta przez zwykłych obywateli było dość ryzykowne.
Przy bramie stali strażnicy. Dumnie trzymali dłonie na rękojeściach mieczy wystających z pochew.
- E, ty, krasnolud. Dokąd to? Na front to na zachód, a nie wyglądasz mi na kogoś, kto umie walczyć!- zarechotał strażnik. - Wracaj do karczmy, tam czeka piwo i cycuszki jakiejś pulchnej krasnoludzicy, a nie na śmierć się pchasz.
Nawaar:
Dzień był dość ładny słońce świeciło przygrzewając krasnoluda, który już zdążył się spocić i stracić trochę płynów na szczęście był jednak przygotowany i odpiął buteleczkę pociągając kilka łyków z flaszki. Wódeczka go uszczęśliwiła choć działała jedynie na trochę a widząc tłumu uchodźców z innych regionów królestwa pociągnął jeszcze kilka łyków zakorkował butle odkładając ją na miejsce na korpusie. Krasnoludzkie serce się trochę poruszyło widząc co się dzieje w stolicy same nieszczęścia i katastrofy nawet zrobiło mu się żal, że ma okazje mieszkać w bezpiecznym miejscu a reszta ludzi widziała grozę śmierci z rąk demonów. Matki straciły synów, mężów ile to jeszcze potrwa ta rzeź? Na szczęście wojna na razie omijała stolica a on sam mógł się zająć powierzonym mu zadaniem dowiedzenia się na temat śmierci nieszczęśnika. Kiellon mijając ludzi w końcu dotarł do bramy, gdzie zaczepił go strażnik nabijając się z niego a potem zaproponował coś, co by nie mógł odmówić nawet przez moment przeszła mu myśl, aby na poważnie zawrócić i oddać się uciechą w karczmie i pochędożyć jakąś kobietę, lecz niestety obowiązki wzięły górę i musiał wykonać zadanie!
- Posłuchaj mnie synek. Przepuść mnie, bo nie mam czasu na frocie już byłem walcząc o Zuesh i nic tu nie ma do śmiechu nierobie. Mówił poważnie, bo taki miał teraz nastrój skupiając się na swojej misji.
Evening Antarii:
- Taaa, taki wojownik- odezwał się drugi. - Dezerter pewnie! Pistoleciki i byle siekierkę nosi i myśli, że Zuesh by sam ocalił ha, ha, ha!- rechotał, jakby ktoś opowiedział naprawdę przedni żart.
- Dziwki teraz jeszcze bardziej chętne, bo żołnierze więcej płacą. A nuż to ostatnie ich podrygi w życiu? Trochę przyjemności przed śmiercią się też należy, co nie? Ha, ha!- dodał ten pierwszy. Nieco otyły i podstarzały. Chyba nie dbał o siebie, bo jego zarost był niezadbany, tak jak fryzura na głowie. Widocznie chyba on niedawno korzystał z usług, o których mówił. Na jego twarzy malował się lubieżny uśmiech.
- A dokąd to, jakieś ważniejsze sprawy ciągną niż wojna? Kobieta gdzie we wsi może czeka, hę?
Nawaar:
Krasnolud pokręcił głową z niedowierzania kogo teraz stawiają przed bramą w Atusel byli znacznie milsi, nie to co tutaj. - Banda prostaków co, tylko potrafi swojej dupy pilnować- zaklął do tego pod nosem strasznie na tyle, że opis nie mógł tego zawierać- z drogi, bo wysłało mnie Bractwo ÂŚwitu na ważną misję, a wy jedynie utrudniacie w nic nie robieniu. Machnął ostentacyjnie dłonią robiąc pierwsze kroki ku wyjściu z miasta. Facet nie wyglądał na rozgarniętego do tego niezadbany istny cham nawet gorszy od krasnoluda! A w tej sztuce trudno było ich wyprzedzić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej