Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdy krwawy księżyc wschodzi

<< < (39/66) > >>

Narrator:
//Wróg w zasięgu kusz oburęcznych.

Nawaar:
Krasnolud z fuzyjką stanął na murku widok był piękny i emanował malowniczym spokojem. - Idealne miejsce na wakacje. Rzekł to nie tylko do siebie, ale świata jako takiego i wystawił muszkiet wzdłuż murku a na przeciw tumanów kurzu. Wojsko nieprzyjaciela musiało się nieźle kotłować to była masakra, tyle kreatur a do tego latające i ich było pełno za dużo jak na armię ochotników, ale teraz nie miał wyjścia i musiał dać z siebie wszystko. - Jak przeżyję idę do burdelu się wyszaleć. Powiedział do towarzyszy i rozpoczął mierzenie do zasięgu wiele mu brakowało, bo bestie musiały podejść na 100 metrów, ale już trzymał palec na spuście i począł obserwować okolice. Kusznicy mogli już strzelać on jeszcze nie. 

Mohamed Khaled:
- Jak przeżyjesz, Kiellon, to rozumiem, że wszystkim stawiasz panienki w burdelu i kilka skrzyń wódy, czyż nie? - zaśmiał się ponuro. - A o to, byś przeżył, to my zadbamy z największą dokładnością. Jeśli oczywiście zrobisz to, o czym dopiero wspomniałem - zabłyszczał zębami i zaśmiał się. Nie ponuro, nie gniewnie. Szczerze.

Marduk Draven:
Nagle Marduke poczuł że to czas. Czas aby ponieść pierwszy bełt. Wycelował w ogrzego demona Paskudną, wielką bestię. W klatkę piersiową łamaną przez szyję.. Wstrzymał oddech. Przymknął lewe oko, bo to prawym celował. Chwilę, krótki moment tak podążał za nim. W końcu był pewien. Zartat go nakierował, Zartat mu go wskazał, pomógł wycelować. Oby tylko teraz poniósł bełt. Pozostało tak go "gonić kuszą" i strzelić gdy byłby już w zasięgu. Musiał tylko czekać! Ale to czekanie było jakby wiecznością...
Ale on miał wieczność. Mógł tyle czekać, byleby skąpać ich w ich własnej krwi.
-Stawisz mi wiśniówke i jakąś elfkę.- rzucił do Kiellona.-A na pewno przeżyjesz. Już my ich wykastrujemy srebrem,

Nawaar:
Krasnolud patrzył jak ogromna armia idzie na nich ziemia, jakby się trzęsła dobrze, że miał po swojej stronie towarzyszy z Izby lordów, pomimo że kłócą się wewnątrz to w trakcie zagrożenia mogą na siebie liczyć! - Za naszą pensję ledwo ja się wyszaleję, ale cośik wykombinujemy. Zarechotał tak dla rozluźnienia taka gadka utrwalała więzi z towarzyszami i pomagała w takim obliczu zagrożenia praktycznie śmierci! Krasnoluda korciło, by oddać strzał, ale znał swoje ograniczenia co napawało go smutkiem i bezradnością, bo 100 metrów jest cholernie blisko jak na taką armię bestii, jednakże trzymał się twardo i stał dzielnie patrząc na to, co się przed nim dzieje. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej