Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Podróż do paszczy lwa
TheMo:
Themo też pomagał przy porządkowaniu statku. Było kilka ofiar, więc każda para rąk się przyda. Po skończonej robocie oparł się o burtę i przypatrywał się horyzontowi, na którym zaczynał pojawiać się ląd. Po chwili pojawiły się dwa drakkary.
-No to jesteśmy na miejscu.
Te statki świadczyły raczej o dotarciu do celu. Ale świadczył też o czymś innym. Bękart zdjął z pleców swą kuszę i zaczął ją ładować. Tak na wszelki wypadek, gdyby komitet powitalny nie okazał się być przyjaźnie nastawiony. A uszkodzony statek pływający na ich wodach wydawał się łatwym celem. Biedacy, gdyby wiedzieli na co się porywają.
Torstein Lothbrok:
Torstein poczuł na plecach dreszcz. Jego kusa też została za wczasu naciągnięta. Sprawdził dostępność tarczy i miecza.
-Witam w moich skromnych progach.- rzucił.-Trzeba ją przygotować. A ja wolę tego nie robić.
Melkior Tacticus:
Okręty wikingów nie szykowały się do natarcia, no przynajmniej na razie. Widocznie uznali poobijany statek za niehonorowy cel. Melkior dopatrzył się iż drakkary uzbrojono w armaty pościgowe. ÂŁał. Statki zbliżyły się na kilkanaście metrów. Na każdej było 18 ludzi. Jeden z wikingów zawołał do nas.
- Ahoj! Cóż to się stało marynarze? Spytał z kpiną w głosie.
Torstein Lothbrok:
Wiking nie poznawał człowieka, co dziwne nie było. Podszedł do barierek. Chciał dobrze widzieć "przedstawicieli swego gatunku". No i żeby oni także go widzieli. Nie czuł się jednak odpowiedzialny i upoważniony by coś powiedzieć. Uznał iż lepiej jak zrobi to generał, lub komandor.
Melkior Tacticus:
- Korsarze mieli pecha. Odparł podchodząc do barierki - Jestem kapitanem tej łajby, płyniemy do Hjaltadalr.
- Z Valfden? Wskazał na banderę bardziej stwierdzając niż pytając, podartą ale dalej dumnie łopoczącą na wietrze.
- Chyba hehe wiem czemu... No my co prawda w drodze na Ilusmir, ponapierdalać demony czy coś, ale nie godzi się zostawić na morzu nawet elfa w potrzebie! Ryknął śmiechem - Weźmiemy się do was przywiążemy troche was podholujemy. Co?
- Nie pogardzę pomocą, nawet jeśli to po prostu bardziej elegancka forma zdobycia pryzu.
- Skądże bym śmiał! A po za tym, atakować rannego to żadna walka. Gdzie w tym honor?
- Taa... a ja jestem Xsiężna Anna Henrietta. Dodał cicho. - Pomóżcie im scalić statki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej