Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ogień zwalczaj ogniem
Melkior Tacticus:
Bez problemu wyruszyłeś w dość długą podróż, zajmie ci ona całą noc.
Silion aep Mor:
Były pierwsze dni Veris, wciąż zimny wiatr wiał mężczyźnie w oczy lecz on się tym nie przejmował i gnał przed siebie katując niemiłosiernie konia.
ÂŚnieg powoli topniał a ze zmarzniętej ziemi leniwie wychylały swe główki zalążki kwiatów, krzewy się zieleniły a na drzewach rozkwitało piękne kwiecie.
Mężczyzna uśmiechał się do samego siebie widząc te widoki lecz mimo tego miał poczucie misji więc spieszył droge.
Melkior Tacticus:
A im dalej tym cieplej, bo zbliżał się do dżungli. Jednakże na jego drodze pojawił się wóz, któremu odpadło koło. Właściciel wozu - wydawał się znajomy - strasznie kurwował.
Silion aep Mor:
Mężczyzna gnał przed siebie na złamanie karku, koń tak głośno stukał kopytami o podłoże że aż okoliczne ptaki odleciały z drzew. Na rozmokniętym trakcie wierzchowiec mieszał błoto które bryzgało we wszystkie strony.
W oddali krasnolud dojrzał rozwalony wóz, właściciel wydawał mu się znajomy lecz nie był pewien kto to. Skierował się w jego strone zwalniając tempa i jedną ręką sięgając po naciągniętą kusze.
Podjechał wystarczająco blisko by go dojrzeć - koń już tylko truchtał - nałożył bełt rowek w kuszy.
- Witaj panie. Co panie tak ulicznicami rzucacie? - spytał jak najbardziej spokojnie rozglądając się wokół za niebezpieczeństwem.
Melkior Tacticus:
- Nie widać kurwa? Wóz się mi rozpieprzył, a jade do K'efir zaje... odwiedzić chorą babcię.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej