Eve obejrzała się za siebie, by jeszcze raz ocenić sytuację Perły. A raczej tego, co z niej zostało. Oczywiście bardziej ją martwił los osób, które się tam znajdowały. Wszystkich jej przyjaciół. W mgnieniu oka zmieniła więc kierunek lotu. Zaczęła pikować w dół. Szybko. Towarzyszył jej świst powietrza i łopotanie ubrania. To był naprawdę sprint w powietrzu, nigdy jeszcze tak się nie spieszyła. Wyhamowała jakieś 200 metrów nad powierzchnią wody, przodem do lądu, by nie przegapić kolejnego deszczu strzał skierowanego w jej stronę. Namierzyła wzrokiem białego demona, który dowodził tą demoniczną łajbą.
Obrała go sobie na cel. Galeon zmierzał już w bezbronnych członków załogi Perły, którzy w wodzie byli bardzo, bardzo bezbronni. Skupiła się ponownie i pozyskała energię od Zartata. Moc zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach, dzięki czemu była zdolna wykonać przemieszczenie. Wszystko to trwało szybko, było jak wyćwiczone ruchu, nic nie mogło pozostać dziełem przypadku. Chciała zaskoczyć demony, nie dać im czasu na podjęcie decyzji. Przemieściła się 50 metrów od demonicznego Galeonu, wciąż pozostając nad powierzchnią wody. Eve skupiła energię magiczną w jej dłoniach, czuła jak ta moc w niej płynie. Wykrzyczała inkantację Izeshar upishosh! i jasne światło zaczęło bić z jej dłoni skierowanej w białego demona. Uderzenie było potężne, skierowane na dowódcę galeonu. Słup światła zajaśniał, jednak przeciwnikom przynosił on tylko śmierć. Było to silne zaklęcie, które spopieliło tkanki demona, a przynajmniej powinno.
Anielica poczuła wyczerpanie i brak sił. Opadała, ale zdołała złapać w skrzydła powiew wiatru, który pozwolił jej się oddalić, choć na chwilę, by zaczerpnąć sił...